PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Dlaczego reklamy podobają się dzieciom?

Wpływ reklam na młodzież jest dziś przedmiotem wielu dyskusji. Niektórzy zastanawiają się zwłaszcza, czy powinno się umieszczać bloki reklamowe w czasie programów telewizyjnych dla dzieci, a jeśli tak, to w jaki sposób to robić.

Wpływ reklam na młodzież jest dziś przedmiotem wielu dyskusji. Niektórzy zastanawiają się zwłaszcza, czy powinno się umieszczać bloki reklamowe w czasie programów telewizyjnych dla dzieci, a jeśli tak, to w jaki sposób to robić. Debaty te stanowią echo ofensywnych, pozbawionych skrupułów kampanii podejmowanych przez wielkie koncerny przemysłowe. Nic by się nie stało, gdyby nasze dzieci były na wszelki wypadek trzymane z daleka od otumaniających reklam. Ale nie trzeba także przesadzać z niebezpieczeństwem, jakie stanowią one dla dzieci, i zamieszaniem, jakie powodują w ich głowach.

Dzieci nie są bardziej niż dorośli narażone na to, że będą wierzyć we wszystko, co im się wmawia w blokach reklamowych… przynajmniej od momentu, kiedy zrozumieją, że to tylko reklamy. Tu jednak leży podstawowa trudność. Dziecko odbiera kolejne sąsiadujące ze sobą obrazy według tej samej logiki. Inaczej mówiąc, nie odróżnia “ram” ich prezentacji. W praktyce oznacza to, że - w przeciwieństwie do dorosłego - dziecko, które widzi reklamę w programie dla siebie, nie jest zdolne rozeznać się, że ma do czynienia ze specyficznym przekazem. Jeszcze gorzej, gdy reklama narusza system odniesień małego widza, przedstawiając osoby lub motywy muzyczne z jego ulubionych programów.

Specjaliści od reklamy bez żadnych skrupułów wykorzystują tę nieumiejętność rozróżnienia obrazów, sytuując swoje spoty w bezpośrednim sąsiedztwie programów dla dzieci - na przykład filmów o zwierzętach - i nadając je bez żadnego przejścia. Dziecko ogląda wtedy reklamy jak krótkie dokumenty mające na celu dostarczyć mu informacji. Ten brak dystansu krytycznego nie jest jednak czymś nie do uniknięcia. Jeśli rodzice uświadomią sobie, że dziecko nie opanowało jeszcze kodów, jakimi posługuje się telewizja, ale jest do tego zdolne, mogą łatwo nauczyć je odróżniać reklamy od innych programów. Ich pociecha będzie tym zachwycona - prawdopodobnie natychmiast postara się przekazać swe nowe umiejętności kolegom - i odtąd będzie już jak każdy dorosły mniej lub bardziej podatna na przekazywane przez reklamy treści, zależnie od chwili, upodobań i zainteresowań.

Rodzice powinni zatem zachować w tej dziedzinie szczególną czujność. Nie chodzi o to, żeby zabraniać dziecku oglądania reklam (zresztą jak byłoby to możliwe?), a jeszcze mniej - zabraniać oglądania programów, w których mogą się one pojawić, lecz o to, by nauczyć je rozpoznawania reklam i odpowiedniego ich odbioru. Rodzice powinni więc zwrócić uwagę dziecka na to, że reklamy są zapowiadane okienkami z powtarzającymi się motywami muzycznymi. Dorosły już uwewnętrznił te rozróżnienia, dziecko nie. Im szybciej to zrobi, tym lepiej - żeby nie stało się bezwolną ofiarą manipulacji nie zawsze uczciwych Speców od reklamy.

Prawdę mówiąc, jedna różnica będzie istniała zawsze:
dorośli dobrowolnie sami komplikują sobie życie, kupując produkty, których wcale nie potrzebują - i w dodatku często zaciągają poważne długi - podczas kiedy dzieci zanudzają tym rodziców, żądając ciągle czegoś nowego.

Wszyscy jednakowo ulegamy obrazom. Gdyby tak było, czy państwo wydawałoby tyle pieniędzy na kampanie propagujące bezpieczeństwo ruchu drogowego lub prezerwatywy, czy nawet uzasadniające pewne decyzje rządowe. Ciągle powtarza się to samo. Dorośli uspokajają siebie mówiąc, że im samym manipulacja nie grozi, ale że muszą chronić przed nią dzieci. Problem w tym, że taki sposób stawiania sprawy przeszkadza im zrozumieć i dzieci, i obrazy.

Reklama przyciąga, ponieważ jest magiczna. Włożono w nią tyle pieniędzy, wyobraźni i pracy, że jest często bardzo udana pod względem formalnym…, nawet jeśli zachwala coś złego. Stworzono ją, by uwodziła. Problem w tym, że jednocześnie wprowadza nas w błąd, każąc nam wierzyć, że możemy przedłużyć przyjemność, jaką sugerują i budzą podsuwane nam obrazy, przez zakup takiego a takiego produktu. I jeśli nawet wywołuje nieprzyjemne odczucia - jak niektóre kampanie Benettona, celowo budzące niepokój odbiorców - to tylko po to, by pośrednio wskazać nam, jak się od nich uwolnić: oczywiście kupując oferowany towar!

Reklamy stawiają i dzieci, i dorosłych przed jednakowym problemem. Największa trudność nie polega na tym, by zdać sobie sprawę, że to, co mówią o produktach, niekoniecznie jest zgodne z prawdą - świetnie wiemy, że reklamy zostały stworzone, aby coś sprzedać, a nie żeby nas informować - ale na rozróżnieniu między przyjemnością, jaką nam sprawia sama reklama, a tą, jakiej mógłby nam dostarczyć dany towar. Przyjemność - czytaj: szczęście - jakie oferuje nam reklama, ma nad nami przemożną władzę. Niestety nie możemy się jej oprzeć i wierzymy, że przedmiot, o którym mówi, również nam zapewni podobne doznania. To silniejsze od nas.

Jeszcze kilka lat temu sądzono, że reklama działa przez bodźce “podprogowe”, które docierają do widza zaledwie przez ułamek sekundy, zanim człowiek zdąży cokolwiek sobie uświadomić, ale które mogą - bez wiedzy odbiorcy - kierować potem jego zachowaniem.

Rzeczywiście takie komunikaty budzą pragnienie kupienia przedstawianego produktu, ale trwa ono bardzo krótko: dopóki widz nie opuści sali kinowej lub nie odejdzie od ekranu telewizora. Inaczej mówiąc, kiedy zakup danego przedmiotu staje się możliwy, jest już za późno: pragnienie obudzone przez obraz podprogowy zdążyło wygasnąć. Aby więc obrazy zadziałały także z handlowego punktu widzenia, trzeba by je umieszczać bezpośrednio obok produktów, na przykład w wielkich centrach handlowych; jednak wydaje się z kolei mało prawdopodobne, by kupujący zdołali je w ogóle zauważyć wśród wielu innych obecnych tam bodźców.

Natomiast szczęście, jakie daje reklama, trwa dłużej i kusi nas obietnicą, że zakup uczyni je jeszcze trwalszym.

Dlatego coraz więcej reklam ledwie wspomina o konkretnych produktach. Liczy się tylko przyjemność płynąca z ich oglądania i przypomnienie marki. Czasami wręcz wcale niekonieczna okazuje się bliższa charakterystyka danego przedmiotu, ta sama firma może produkować wiele rzeczy, spośród których odbiorca wybiera według własnego upodobania.

Dziś bardziej niż kiedykolwiek żyjemy w epoce obrazów. Rysunki, zdjęcia, reklamy, filmy towarzyszą nam od najwcześniejszego dzieciństwa. Jak uczymy się je odbierać? Jak to, co widzimy w telewizji czy w kinie, wpływa na nasze zachowania? Czy sposób patrzenia w ciągu wieków się zmieniał?

Francuski psychoterapeuta wyjaśnia, jak dzieci uczą się widzieć i rozumieć obrazy. Wskazuje także, jak rodzice mogą towarzyszyć im w tej trudnej edukacji. Wspólne rysowanie, oglądanie albumów rodzinnych, przeżywanie pierwszych seansów kinowych to według niego kolejne etapy kształtowania świadomej - to znaczy krytycznej, pozwalającej zachować niezależność sądów postawy wobec obrazów, a jednocześnie okazja do zacieśniania międzypokoleniowej więzi.

Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja