PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Kiedy mężczyzna spotyka kobietę

Czego dziś kobiety oczekują od mężczyzn, czego mężczyźni oczekują od siebie? Zofia Milska-Wrzosińska i Andrzej Wiśniewski poszukują tego, co jest męskie, specyficzne tylko dla mężczyzn, a co nie.

Andrzej Wiśniewski: – Nie sposób zdefiniować męskość poprzez wymienianie jej cech. Zarówno męskość, jak i kobiecość można określać na tych samych wymiarach, gdzieś między stanowczością a bezradnością, wolnością a zależnością, między siłą a słabością. Warto zaznaczyć, że zmiana w postrzeganiu męskości i kobiecości ma jeszcze jeden wymiar: można być silnym i słabym zarazem, stanowczym i bezradnym, to nie jest albo – albo.  Nie ma nic piękniejszego na świecie niż zaakceptowana kobiecość zawierająca elementy stanowczości i zaakceptowana męskość, w której mieści się to, co dotychczas było traktowane jako słabość, np. wrażliwość, delikatność, głębokość uczuć.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Ale mężczyznom nie zawsze łatwo zaakceptować kobiecość w sobie i w innych. Jeden z powodów wiąże się z tym, że proces stawania się mężczyzną zawiera w sobie dramatyczne rozstanie, którego nie doświadczają dziewczynki. Mały chłopiec był wychowywany przez mamę, ewentualnie nianię, babcię lub inną kobietę, która stanowiła dla niego cały świat. Mama na ogół zachowuje się po kobiecemu: jest opiekuńcza, ciepła, wspierająca, czuła i dostępna. Gdy chłopiec ma trzy lub cztery lata, dostrzega, że ma być kimś innym niż mama. Aby stać się męskim, musi psychicznie się oddalić, przestać identyfikować się z kobiecością, odwrócić od pierwszego obiektu miłości, czyli od mamy. Odkrywa w pobliżu kogoś – tatę, wujka czy dziadka – kto jest inny niż mama, a podobny do niego i zaczyna się z nim utożsamiać.

Andrzej Wiśniewski: – Problem w tym, że mężczyzna musi realizować pewien wzorzec biologiczny, a zarazem przepełnia go tęsknota za tym, co dostał od matki: za jej brzuchem – tym najbezpieczniejszym miejscem na świecie.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Tęskni, ale czuje, że nie da się tam wrócić i spędzić całego życia! Dlatego, aby się przeciwstawić silnemu uczuciu, które ciągnie go w stronę matki, musi ją jakoś zdewaluować. Uznać, że to, co kobiece, jest nic niewarte, babskie. Matki to nawet wspierają, powtarzając: Nie płacz, co ty, baba jesteś? Kobiecość staje się czymś niepożądanym, gorszym. Dlatego zdarza się, że później mężczyźni czują pogardę w stosunku do wszystkiego, co w nich i w innych kobiece.

Andrzej Wiśniewski: – W dawnych czasach odchodzenie od kobiecych cech było podkreślone poprzez postrzyżyny, poprzez zaprzeczenie tego, co kobiece.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Mężczyzna stawał się mężczyzną w opozycji do bycia kobietą. Dziś jednak to się zmienia, ponieważ kobieta przestaje być wyłącznym opiekunem małego dziecka. Teraz dzieci często są wychowywane przez matkę i ojca, wobec tego chłopiec może stawać się chłopcem nie odrzucając miłości, która go wiąże z pierwszymi opiekunami.

Andrzej Wiśniewski: – Dzisiaj mężczyzna nie rozwija się przez walkę, lecz przez akceptację tego, kim jest w rozmowie z drugą płcią. Powiedziałbym nawet, że jeżeli mężczyzna do 45-50 roku życia nie oprzytomnieje, nie przestanie walczyć i nie zaakceptuje swojej bezradności i słabości, to na starość gorzknieje i nie ma z niego żadnego pożytku. Rozpaczliwie próbuje koncentrować na sobie uwagę otoczenia przez narzucanie swojej opinii, robienie fochów, gdy bliscy mu ludzie tej opinii nie słuchają.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Zgadzam się, ale dodam, że jeżeli mężczyzna w wieku 20 lat nie walczy, bo się boi, to na starość brakuje mu poczucia męskości. Mam okazję poznawać wieloletnie historie życia moich pacjentów. O ile dla kobiety jest ważne, żeby w okresie dojrzewania poczuła, że jest atrakcyjna dla chłopców, to dla mężczyzn w tym okresie jest istotne, by nie stali się kozłem ofiarnym, słabym i bezradnym. To pozostawia w nich ślady. Bywa, że mężczyzna koło czterdziestki odnosi sukcesy, jest kimś, ma piękną żonę i dzieci, ale widać w nim tę niegdysiejszą niepewność, bo jako nastolatek tchórzył i dawał się wykorzystywać. Dlatego jest ważne, żeby rodzice wspierali chłopca tak, by nie bał się walczyć. Nie o to chodzi, żeby mężczyzna się nie bał, ale żeby lęk nie powstrzymywał go przed zrobieniem czegoś, co trzeba zrobić. Podam przykład: jestem z mężem w domku na odludziu i w nocy słyszę jakiś hałas. Budzę męża i mówię: idź, zobacz, co tam się dzieje. Nie powiem mu: śpij sobie, ja pójdę i zrobię z tym porządek, choć generalnie radzę sobie w życiu. Nie jestem słabą kobietką, ale uważam, że jeśli jest obok mężczyzna, to on ma pójść. Gdyby mnie zbudził i powiedział: idź zobacz, co to za hałasy, bo ja się boję – to byłoby mi trudno go szanować.

Andrzej Wiśniewski: – Zgadzam się z tym, co powiedziałaś. Mężczyzna działa nie tylko wtedy, gdy ma wszystko, co jest potrzebne do wykonania zadania. Właśnie wtedy, gdy nie jestem pewny, wiem, że mam się zachować godnie, stanowczo, odważnie wyjść i zobaczyć, co tam huczy… Mężczyźni muszą się tego nauczyć. Jeśli się nie nauczą, to wytwarzają takie protezy męskości: napinają mięśnie, stroszą pióra, pokazują, jacy są silni i ważni… Nabierają się na to kobiety, które też mają małe poczucie wartości i strasznie potrzebują ochrony.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Myślę, że chyba męską cnotą jest też jakaś umiejętność dystansu wobec siebie, zwłaszcza jeśli chodzi o wygląd czy młodość. Ambiwalencję wzbudza w wielu kobietach mężczyzna metroseksualny, pielęgnujący swą urodę. Pewnie to myślenie szowinistyczne, ale taka duża dbałość o atrakcyjność fizyczną ma w sobie coś niemęskiego, przynajmniej w standardowym rozumieniu roli mężczyzny.

Andrzej Wiśniewski: – Ostatnio prowadziłem grupę, w której było dwóch mężczyzn: jeden właśnie taki dbający o wygląd, a drugi misiowaty, trochę jak wiking. Sympatię kobiet w grupie i chęć zbliżenia się, poznawania zdecydowanie budził wiking, a nie ten wymuskany…

Zofia Milska-Wrzosińska: – Myślę, że między kobietą a wymuskanym mężczyzną jest za mała różnica płci. Z takim mężczyzną można wprawdzie pójść razem do kosmetyczki, ale od mężczyzny kobieta oczekuje raczej nie wspólnoty w dbaniu o urodę, lecz wsparcia i siły.

Andrzej Wiśniewski: – Kobiety się boją, że taki wymuskany facet ich nie obroni. Kiedy zostaną zaatakowane na ulicy, to on zajmie się swoim strojem, a nie partnerką. No bo jak się człowiek bije, to się może spocić, i marynarkę mu porwą…

Zofia Milska-Wrzosińska: – Do pewnego stopnia rozumiem, że młodzi mężczyźni przejmują od kobiet niektóre rytuały dbania o siebie. Może do tej pory nie było całkiem sprawiedliwie, ponieważ kobiety przejęły różne atrybuty męskie. Noszą spodnie, mogą uprawiać sport, zaczęły palić cygara, obcinać krótko włosy. Kobieta może się ubrać dokładnie jak mężczyzna i nie będzie przez to mniej kobieca. Z fizycznego wzorca mężczyzn kobiety wyciągnęły wszystko, co można. Teraz mężczyźni próbują z wzorca kobiecego brać to, co się im nadaje. Na przykład jakiś rodzaj dbania o siebie… Ten proces do pewnego stopnia jest zrozumiały, ponieważ mężczyzna już nie musi gardzić kobiecością, nie musi się odwracać od matki. Czy to doprowadzi do zrównania płci? Dla mnie byłaby to smutna perspektywa, chyba mało realna

Andrzej Wiśniewski: – Myślę, że nastąpi zbliżenie obu płci, pobranie od siebie różnych atrybutów, a następnie oddalenie. Bo w decydujący sposób i tak wpłynie na to biologia.

Zofia Milska-Wrzosińska: – To prawda. Mózg kobiety i mózg mężczyzny są inne i to determinuje różnice między płciami. Z badań wynika, że mózg mężczyzny przypomina pod pewnymi względami mózg osoby autystycznej; wśród autystyków jest zresztą więcej chłopców niż dziewczynek. Typowy autystyk nie rozumie emocji, ma skłonność do zajmowania się abstrakcjami i nie potrafi być w bliskim empatycznym kontakcie. Czyli ich sposób funkcjonowania przypomina takiego karykaturalnego mężczyznę, na jakiego skarżą się czasem kobiety: On nigdy nie widzi, co ja czuję, co się ze mną dzieje, nigdy nie powie o swoich uczuciach, jest egoistyczny, oschły, zimny. Do tej męskiej specyfiki dochodzi testosteron, powodujący większy poziom agresji. Zabójstw dokonują w ogromnej większości młodzi mężczyźni.

Andrzej Wiśniewski: – Kobiety to robią z rozpaczy.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Ale młode dziewczyny nie mają skłonności do walk ulicznych, nie rzucają się nagle i nie zaczynają bić przechodnia. One bywają wobec siebie rywalizacyjne i agresywne, czasem okrutne, ale na ogół nie jest to krwawa, brutalna, męska walka wręcz. Statystycznie dziewczynom daleko pod tym względem do mężczyzn.

Andrzej Wiśniewski: – Dla mnie męski wzorzec uosabiają bohaterowie – jakże by nie – westernu. Wcale nie dlatego, że są silni, odważni, nie do pokonania. Zwróćmy uwagę na rzadko dostrzeganą w tych filmach sytuację: jedzie dwóch jeźdźców przez prerię i nic do siebie nie mówią. Musi nastąpić atak Indian, coś trudnego, żeby zaczęli rozmawiać. Wtedy coś do siebie krzyczą, jak to w walce. A później, gdy siadają przy ognisku, opowiadają, jak to było dziesięć lat temu w Kolorado, gdy przeżywali wielką miłość. Dopiero zaakceptowanie własnej słabości pozwoliło na rozwój siły i odwagi. W tym zachowaniu ujawnia się szacunek tych facetów wobec siebie – jeden wie swoje, drugi wie swoje. Nie muszą się do niczego przekonywać, nie muszą występować w roli nauczyciela ani w roli ucznia.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Mężczyzna gadatliwy rzeczywiście jest spostrzegany jako mniej męski. Stereotypowy prawdziwy mężczyzna jest jak Benia Krzyk u Babla: „Mówił mało, ale smacznie i jak coś powiedział, to by się chciało, żeby powiedział coś więcej”. Ale współcześni mężczyźni mogą rozmawiać rzeczowo i powściągliwie na zupełnie nowe tematy. Niedawno jechałam samochodem ze znajomymi mojej najstarszej córki. Obaj są młodymi ojcami, pracują, mają ugruntowaną pozycję zawodową. Zaczęłam się przysłuchiwać, o czym mówią. „Słuchaj – mówił jeden do drugiego – a gdy wy karmicie w samochodzie, to się zatrzymujecie?”. „Wiesz, na początku to się nie zatrzymywaliśmy, ale zauważyłem, że Urszulka gorzej wtedy ssie”. „No właśnie, a poza tym to niebezpieczne karmić dziecko, gdy auto jest w ruchu”. Myślałam szablonowo, że dwaj młodzi mężczyźni będą mówić o tym, co kupią i co będą pić, gdy dojadą, ewentualnie o sukcesach zawodowych, a oni o karmieniu. I nie było w tym żadnego zniewieścienia czy rozmiękczenia. Co ciekawe, mieli poczucie wspólnoty – mówili: MY karmimy, chociaż chodziło o karmienie piersią. I to jest wyraz zmiany.

Andrzej Wiśniewski: – Nie mam wątpliwości, że można z męską godnością przewijać dziecko, albo prowadzić firmę, zachowując pełnię kobiecości.

Zofia Milska-Wrzosińska: – Mężczyźni są wciąż w procesie zmiany i stoją przed wieloma wyzwaniami, wobec których są często bezradni. Doceniam trudności, które przeżywają. Nawet jeżeli mieli dobrych ojców, to ci ojcowie nie przewijali dzieci, rzadko w domu pomagali, a cechy bardziej kobiece traktowali raczej negatywnie. Współcześnie młodzi mężczyźni muszą tworzyć się na nowo, sami siebie budują. A nie jest to proste. Weźmy młode małżeństwo. Oboje są zgodni, że jest pełne równouprawnienie, wypełniają takie same role, ale w praktyce może się okazać, że odzywają się w nich nieświadome archetypy. Na przykład gdy mężczyzna traci pracę. Jego partnerka pracuje, on przejmuje większość funkcji domowych, ale po jakimś czasie oboje są z tego niezadowoleni. Gdzieś głęboko w nich tkwią wzorce kulturowe, które mówią, że mężczyzna musi dostarczać środki przetrwania, a nie siedzieć w domu. Konsultowałam pewną parę – zgłosili się, bo nie rozumieli, co się z nimi dzieje. Po urodzeniu dziecka oboje podjęli wspólną decyzję, że ona wraca do pracy, bo świetnie zarabiała. On miał gorszą pracę, więc bez żalu z niej zrezygnował i postanowili, że to on zajmie się dzieckiem. Na początku dobrze się z tym czuł, na spacerach z maluchem wzbudzał podziw młodych matek. Po jakimś czasie coś złego zaczęło się z nimi dziać. Gdy się temu przyjrzeli, okazało się, że on czuje się gorszy i poniżony, a ona odczuwa wobec niego lekceważenie, choć świetnie się wywiązywał ze swojej roli. Z drugiej strony on uważał, że robi coś niezwykłego i domagał się dowodów szczególnego uznania. Na przykład chciał, aby ona kupiła mu szybki samochód z silnikiem dużej mocy. Chodziło mu o to, by poczuć się prawdziwym mężczyzną w tym samochodzie. Bo siedząc przy dziecku zaczął wątpić w to, czy jest mężczyzną, czuł się napiętnowany.

Andrzej Wiśniewski: – W takich układach jest bardzo ważne, aby partner pomagając, nie ranił, nie upokarzał. Gdy mężczyzna nieśmiało zabiera się za pieluchy, nie może być upokarzany. Gdy kobieta zabiera się za robienie kariery, nie może być traktowana jak babochłop. Ważne, żeby w tej przestrzeni dialogowości, poszukiwania nowych strojów, nowych garniturów wspierać te siły, które mogą stworzyć nową jakość męskości czy kobiecości.

Zofia Milska-Wrzosińska: – I trzeba szanować granice, jeżeli chodzi o podejmowanie przez partnera nowych funkcji. Jeżeli mężczyzna mówi do żony: „Ja wszystko zrobię, we wszystkim ci pomogę, ale nie chcę być przy porodzie, to jest dla mnie za trudne” – to warto uznać tę jego niemożność. Albo gdy stwierdza: „Mogę sprzątać, iść po zakupy, mogę dźwigać ciężary, ale nie chcę gotować, nie chcę stać nad kuchnią”. Nowy mężczyzna nie musi być kopią kobiety i robić dokładnie to, co ona. Kobieta nie powinna o to walczyć.

Andrzej Wiśniewski: – Zawsze mówię, że tam, gdzie partnerzy nie walczą, naczynia jakoś zmywają się same. A gdy jest konflikt, to zaraz pada pytanie: Kto dzisiaj zmywa?

Zofia Milska-Wrzosińska, Andrzej Wiśniewski

źródło: http://charaktery.eu/artykuly


Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja