PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Mózg na dopingu

Prawdziwe błogosławieństwo czy diabelska matnia?

Nauka bez najmniejszego wysiłku, niezawodna pamięć, zawsze świetna forma – wszystko to obiecują nam współczesne leki nowej generacji.

Prawdziwe błogosławieństwo czy diabelska matnia? Skuteczność owych środków dopingujących ludzkie IQ jest kwestią mocno kontrowersyjną, mimo to wiele osób stara się potajemnie podwyższyć sprawność swego mózgu.

Długo trwało, zanim Maria Westermann (nazwisko zmienione przez redakcję) doprowadziła się do takiego stanu. Mijały kolejne lata nieprzerwanego pędu naprzód, potem były okresy przeciążenia, aż wreszcie jedynym wybawieniem zaczęła wydawać się maleńka tabletka.Maria, delikatna, krucha kobieta o prostych, czarnych włosach, jako młoda dziewczyna przyjechała do Niemiec z Ameryki Południowej. Studiowała farmację, wszystko szło gładko, zrobiła nawet doktorat. Na uniwersytecie poznała swego przyszłego męża i wraz z nim otworzyła aptekę w średniej wielkości mieście na zachodzie Niemiec. Urodziło im się dwoje dzieci. Życie państwa Westermannów było więc dość wyczerpujące: wychowywanie synów, prowadzenie firmy, do tego jeszcze praca społeczna w kościele.

­- Zdanie “Nie dam rady” nie istniało jednak w moim słowniku – mówi Maria. Była w ciągłym biegu, wszystko, co robiła, musiało być perfekcyjne, jak w telewizji czy w kolorowej reklamie. – Wszystko miało być w najlepszym gatunku: najpiękniejszy dom, najnowszy samochód, najzdolniejsze dzieci.

Wysiłek ponad miarę wywołał znużenie. Przeprowadzona w Niemczech reforma zdrowia odbiła się niekorzystnie na obrotach apteki, jej prowadzenie kosztowało coraz więcej energii. Dzieci zaczęły sprawiać kłopoty, okazało się, że cierpią na ADHD, zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Matka wiele czasu poświęcała na pomaganie im w odrabianiu lekcji. – To był potworny stres – wspomina dzisiaj.

A potem – miała wtedy 44 lata – sama aptekarka nagle zachorowała. Miała raka. Usunięto jej macicę i jajowody, po operacji ginekolog powiedział jej: “Nie będzie już pani tą samą kobietą co kiedyś”. Czyli przestanie być tak sprawna jak dotychczas? To było dla niej nie do pomyślenia. – Czułam się wykończona – opowiada. I gotowa, by sięgnąć po środki dopingujące.

Połknęła pierwszą dawkę ritalinu, tak na próbę. Lek ten miały przepisany jej hiperaktywne dzieci, miał im pomóc w lepszej koncentracji. Maria jako farmaceutka znała jednak drugie, ukryte wykorzystanie owego środka: wielu amerykańskich studentów poprawiało sobie z jego pomocą formę przed egzaminami. Już kilka minut po zażyciu zauważyła, że to rzeczywiście działa. - Wow, co za wspaniałe uczucie! Miałam przypływ energii, mogłam czytać z niezwykłą szybkością. To było tak, jakbym naładowała akumulator.

Pokusa była nie do odparcia – wystarczy jedna tabletka, by móc góry przenosić. Uczyć się bez najmniejszego wysiłku, wszystko pamiętać, włączać swój intelekt niczym silnik w samochodzie. Kto by tego nie chciał? Mając taką broń, można na luzie zdawać wszelkie egzaminy, prowadzić wykłady i konferencje. Dokładnie wyregulowana chemia mózgu sprawiała, że pokonanie konkurencji, zdobycie wymarzonego zawodu i rozpoczęcie błyskotliwej kariery stawało się dziecinną igraszką.

Oto odwieczne marzenie ludzkości: wynaleźć taką technikę, dzięki której Homo sapiens będzie mógł ulepszyć samego siebie. Medytacja zen, program anti-aging czy manipulacja genetyczna – wszystko jest dozwolone. Tabletki, rzekomo pozbawione istotnych działań ubocznych, stymulujące pracę neuronów mózgowych, obdarzające je wyższą inteligencją, przyszły jak na zawołanie.

Nauka podążyła za marzeniami. Są już pierwsze środki poprawiające znacznie pracę mózgu. To jeszcze strzały na ślepo, nieoczekiwane efekty uboczne leków, które wynaleziono po to, by pomóc nadpobudliwym dzieciom, osobom mającym trudności ze snem czy chorym na demencję.  Ale działają one również na ludzi zdrowych, sprawiając, że także ich mózgi zaczynają pracować szybciej i efektywniej. Nie mogło to ujść uwagi ambitnych, przeciążonych pracą osobników. Amatorzy mózgowego dopingu zachowują jeszcze milczenie, nikt nie rozmawia o tym otwarcie. Również Maria Westermann obawia się reakcji swego otoczenia i nie chce, by w gazecie pojawiło się jej prawdziwe nazwisko. Ale takich osób jak ona jest już dzisiaj bardzo wiele – według anonimowej ankiety Niemieckiej Urzędniczej Kasy Chorych DAOK dwa miliony Niemców przynajmniej raz próbowało chemicznej stymulacji mózgu, a 800 tysięcy robi to regularnie.

A jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć, co będzie dalej, powinien przyjrzeć się sytuacji w USA. Tak zwany neuro-enhancement jest tam już zjawiskiem szeroko rozpowszechnionym wśród studentów, naukowców, maklerów giełdowych. Po preparaty zwiększające sprawność intelektualną zaczynają sięgać również uczniowie – badania amerykańskich pediatrów z sierpnia tego roku wykazały, że niezgodne z przeznaczeniem używanie przez 13-19-latków takich środków jak ritalin wzrosło w ciągu ostatnich ośmiu lat o 75%.

Międzynarodowy pochód triumfalny stymulatorów mózgu wydaje się nie do powstrzymania. Gdy renomowany magazyn naukowy  “Nature” rok temu przepytał 1400 osób z 60 krajów, co piąta przyznała, że zażywa preparaty poprawiające koncentrację, uwagę lub pamięć. Firmy farmaceutyczne już dawno dostrzegły ów potencjał rynkowy i zainwestowały na całym świecie miliardy w doping IQ.  Naukowcy z całego świata badają nowe lub ulepszają stare substancje czynne. Skoro można zarobić niezłe pieniądze na chorych, o ile więcej da się wycisnąć ze znacznie liczniejszej masy ludzi zdrowych?

Zjawisko o nazwie neuro-enhancement wyciągnęła na światło dzienne również grupa niemieckich badaczy, wspierana przez rząd federalny. Przedstawiła ona właśnie wyniki swoich trzyletnich prac. Zbadano  możliwe skutki zażywania owych preparatów. Naukowcy nie potępiają ich w czambuł, ostrzegają jednak przed beztroskim nadużywaniem i udzielają wskazówek, jak korzystać z nich w sposób odpowiedzialny.

Ich koledzy z USA od dawna domagają się takiej właśnie, pozbawionej uprzedzeń postawy wobec psychofarmaceutyków. Żądają swobodnego dostępu do tych leków. Cóż może być bowiem złego w tym – pytają –  że pilot po połknięciu takiej tabletki będzie lepiej latał, chirurg sprawniej operował, a naukowiec gruntowniej badał?

To jedna, fascynująca strona owych preparatów. Ale jest i druga: skutki zdrowotne długotrwałego ich przyjmowania nie są jeszcze dokładnie znane. A kwestia swobodnego dostępu do tych leków rodzi wiele pytań natury etycznej. Pojawia się tu na przykład problem równości szans. Każdy konsument stymulatorów mózgu, podobnie jak sportowiec stosujący doping, zwiększa przecież swoje szanse wobec rywali. W takim wyścigu każdy, kto nie zażywa takich leków, skazany jest na przegraną. (…)

Ale problem ten, o którym tak wiele dyskutuje się w świecie sportu, wygląda nader trywialnie wobec ważniejszego filozoficznego pytania o tożsamość. Pojawia się ono nieuchronnie za każdym razem, gdy ludzie zaczynają używać środków powodujących określone zmiany w mózgu, siedzibie naszej świadomości. Pamięć jest miarodajną częścią naszego “ja”, jednostka kształtuje się dodając kolejne puzzle z magazynu pamięci, które znaczą drogę jej własnej osobowości. Czy jestem więc jeszcze sobą, jeśli moja przeszłość zaczyna nagle składać się ze wspomnień, jakie wywołała w mojej głowie substancja chemiczna?

Maria Westermann nie miała czasu, by zmierzyć się z podobnymi dylematami. Od początku 2005 roku doping mózgu stal się stałym składnikiem jej życia. Najpierw zażywała ritalin jedynie co drugi dzień, już wkrótce jednak nie była w stanie odmówić sobie codziennej dawki. Jej organizm szybko przyzwyczaił się do tego środka.  – Pokusa, by brać go coraz więcej, była po prostu zbyt wielka.

Dzięki owym tabletkom czuła się tak świetnie jak jeszcze nigdy, usuwały one nawet skutki przebytej operacji. Od samego rana Maria w perfekcyjny sposób zarządzała swoją apteką. Łykała tabletkę, zabierała się do liczenia obrotów i już po chwili wiedziała dokładnie, jak szły interesy poprzedniego dnia, choć w ogóle nie była w aptece. – Zaczynała budzić we mnie lęk – wspomina Klaus, jej mąż.

Po południu Maria stawała się super-mamą. Zapędzała synów do odrabiania lekcji, w międzyczasie przygotowywała wykłady dla rodziców. Nie jakieś tam zwyczajne referaty, skądże -  ritalin, który krążył w jej żyłach, pozwalał dać z siebie wszystko. Ambitna matka przestudiowała podręcznik retoryki, zajęła się reklamą, włączyła w sprawę lokalną prasę. Na wykład przyszło 130 osób – rekordowy wynik w historii szkoły.

Kiedy dzieci były już w łóżkach Maria zabierała się do lektury. Jednym ciurkiem pochłaniała “Spiegel”, potem fachową literatur medyczną, filozoficzną, teologiczną.  Dzieła Schopenhauera i Nietzschego. – Ona nie czytała tych książek – wspomina mąż. – Ona je po prostu pożerała.

Potrafiła dokładnie zapamiętać treść każdej z nich, przedstawić wszelkie związki przyczynowe i wyciągnąć wnioski na swój własny użytek. – Każdą książkę czytałam z takim zainteresowaniem, jakby to był kryminał – opowiada.

Substancja, która tak uszczęśliwiała Marię, nazywa się methylphenidat. Z początku lekarze stosowali go tylko u dzieci cierpiących na zaburzenia koncentracji i hiperaktywność. W tej chwili używają go muzycy, dziennikarze i bankowcy z Wall Street. Ale prawdziwe poletko doświadczalne  w dziedzinie dopingu mózgu znajduje się na amerykańskich uniwersytetach. Ponad cztery procent studentów regularnie łyka takie środki stymulujące jak methylphenidat czy amfetamina – wynika z badań przeprowadzonych w 2005 roku. Jedna czwarta młodych kobiet i mężczyzn spotkanych na campusie przyznaje, że podkręca farmakologicznie swój umysł, chcąc sprostać konkurencji panującej na uniwersytecie. Studenci handlują nielegalnie tymi środkami, mielą tabletki i w sproszkowanej postaci wprowadzają do nosa. -  Ritalin wciąga się dziś częściej niż kokainę – twierdzi Claus Normann, psychiatra z kliniki uniwersyteckiej we Freiburgu.

Każdy, kto decyduje się na tego rodzaju stymulację, musi zbagatelizować ostrzeżenie o możliwych skutkach ubocznych. Należą do nich zaburzenia snu, dolegliwości sercowe, psychozy. Eksperci od środków uzależniających ostrzegają, że długotrwałe przyjmowanie methylphenidatu prowadzi do nałogu. Dlatego w Niemczech lek ten objęty jest ustawą o środkach odurzających i jego zapisywaniem rządzą takie same reguły jak w przypadku morfiny.

Szwajcarski koncern farmaceutyczny Novartis sprzedał w zeszłym roku zapas ritalinu o wartości 440 milionów euro, jego rywal Johnson & Johnson w samym tylko trzecim kwartale tego roku dzięki lekowi o nazwie concerta, który zawiera tę samą substancję,  osiągnął obroty w wysokości 284 milionów euro. W tej chwili lobby farmaceutyczne w Niemczech walczy o dopuszczenie methylphenidatu do leczenia ADHD u dorosłych.

Nikt jednak nie zbadał dokładnie, jak substancja ta działa na mózg. Wiadomo jedynie, że methylphenidat podwyższa stężenie hormonu szczęścia dopaminy w pewnych obszarach układu nerwowego. Sprawia też, że wzrasta poziom noradrenaliny, która pobudza określone receptory w części kory mózgowej. Zwiększa się dzięki temu zdolność koncentracji, ale niekoniecznie inteligencja – stymulowany jest bowiem jedynie istniejący już potencjał. (…)

Maria Westermann po siedmiu miesiącach dopingu z użyciem ritalinu doszła do dziesięciu tabletek dziennie. Pierwsza, poranna dawka była zawsze najlepsza, bo jak za naciśnięciem guzika pozwalała przywrócić żądaną sprawność. Wszystkie następne służyły tylko temu, by jak najdłużej utrzymać ów stan. Była zdolna do maksymalnego wysiłku i wiedziała więcej niż kiedykolwiek przedtem. Na zebraniach rady gminy tryskała wciąż nowymi pomysłami. (…) Dlaczego inni są tak powolni i ospali? Głupie gospodynie domowe – zżymała się w myślach.

Jeszcze więcej książek, opinii i poglądów – ciekawość nie dawała jej spokoju, a Maria nie pozwalała sobie nawet na chwilę odpoczynku. I zaczęła pouczać wszystkich wokół. Znajomym, krewnym udowadniała na każdym kroku, jak wiele wie i potrafi. Zaczęli myśleć, że jej kompletnie odbiło. – Byłam arogancka, zadzierałam nosa – wspomina dziś. – Miałam coś w rodzaju manii wielkości, z powodu swojej wiedzy, siły i żądzy czynu.

Ten, kto nie może zdobyć środków stymulujących podbierając je własnym dzieciom, stara się wyłudzić je od lekarza. Często skutecznie – jak wykazała niedawna analiza przepisywanych leków, co najmniej  25 procent recept na takie leki jak ritalin czy modafinil pochodziła od uczynnych doktorów, którzy pomogli swoim pacjentom zmienić się w osobników o nadludzkich zdolnościach.

Jak łatwo jest uzyskać licencję na doping umysłu i jak lekkomyślnie postępują lekarze, Isabella Hauser, dyrektorka Kliniki Psychiatrii i Psychoterapii w berlińskim szpitalu Charité obserwuje codziennie w swoim gabinecie. Pewnego dnia przyszedł do niej 22-letni student ekonomii, który drżąc na całym ciele, opowiedział o swoich sześciu miesiącach życia na dopingu i przebytym załamaniu nerwowym. Zażywał codziennie środek pobudzający z efedryną, by pomimo wypadku, jakiemu uległ na nartach, zdać czekające go egzaminy. Wieczorem potrzebował z kolei alkoholu i środków uspokajających, chcąc odreagować całodzienny stres. Recepty na lekarstwo dostawał od swojej matki, internistki.

Również obecny kryzys gospodarczy przysporzył doktor Hauser nowych pacjentów. Jeden z nich, pracownik banku inwestycyjnego, domagał się recepty na modafinil, bo zamierzając wyrównać straty spowodowane kryzysem, postanowił pracować 18 zamiast jak dotychczas 14 godzin na dobę.

Isabella Hauser nie namawia jednak, by całkowicie porzucić neuro-enhancement. – Ludzie starają się poprawić swoją efektywność i mają do tego prawo – uważa. – Żyjemy przecież w społeczeństwie nastawionym na osiąganie sukcesów.

Poprawianie kondycji fizycznej jest rzeczą od dawna akceptowaną, dlaczego więc nie mielibyśmy doprowadzić do perfekcji również naszej psychiki? (…)

- Najpóźniej w chwili, gdy środki te zostaną pozbawione szkodliwych działań ubocznych, nie będziemy potrafili się już bez nich obejść – prorokuje Reinhard Merkel, prawnik z uniwersytetu w Hamburgu, członek zespołu badającego na zlecenie rządowe skutki stosowania neurodopingu. (…) Stawia również pytania, na które już niebawem trzeba będzie udzielić odpowiedzi. Czy rodzicom wolno podawać tego rodzaju leki swoim dzieciom? Czy kiedykolwiek staną się one dostępne dla wszystkich? A może dzięki nim jedynie elity powiększą swoją i tak już ogromną przewagę? Czy wkrótce rozpocznie się międzynarodowy wyścig o najlepszy środek dopingujący? Jak sprawić, by preparaty te były przyjmowane wyłącznie w sposób dobrowolny, a nie na przykład na żądanie korporacyjnych bossów?

Niecały rok temu siedmiu naukowców wywołało wzburzenie w środowisku akademickim, publikując w “Nature” swego rodzaju manifest, w którym żądali “odpowiedzialnego udostępniania” środków psychotropowych również osobom zdrowym. Dzisiaj – argumentowano – i tak każdy, kto chce i jest w stanie za to zapłacić, może stymulować farmakologicznie swoje ciało i umysł. “Należy powitać z uznaniem nowe metody poprawiające funkcjonowanie naszego mózgu” – napisali uczeni.  (…)

Michael Soyka, profesor psychiatrii i psychoterapii z Uniwersytetu Ludwika Maksymiliana w Monachium uznał ów manifest za “mały skandal”, złamanie tabu i naruszenie lekarskiej etyki. (…) Sprzeciwia się swobodnemu dostępowi do tego typu leków, a żądania kolegów po fachu budzą w nim obrzydzenie. – Nie podoba mi się kryjący się za tym obraz człowieka – mówi. – Coraz szybciej, coraz lepiej, wciąż więcej i więcej. To logika ery komputerowej, której ludzki mózg nie jest w stanie sprostać.  (…)

Maria Westermann  po dwóch latach brania ritalinu osiągnęła szczyt swoich możliwości. Jej dzienna dawka wynosiła już 18 tabletek. Zaczęła mieć drgawki i chroniczne bóle głowy. Ale najgorsze było dla niej to, że mimo zażywania coraz większych ilości leku nie mogła uzyskać dawnej koncentracji. Zaczęły się problemy. (…)

Zmieniła się, stała się przeczulona i – jak wspomina – bywały dni, gdy nienawidziła samej siebie. Pozostał jej co prawda dawny spryt, ale – jak opowiada mąż – “straciła zdrowy rozsądek”. – Nie była już tą kobietą, z którą się ożeniłem.

Jej nafaszerowany lekiem mózg  coraz częściej nie był w stanie sprostać wyzwaniom kolejnego dnia. W każdej uwadze męża Maria wietrzyła skierowany przeciwko niej spisek. Gdy relacjonował jej rozmowę z koleżanką z pracy, natychmiast zaczynała podejrzewać, że ma z nią romans. Kiedy mówił o kłopotach z dziećmi, uważała, że chce je jej odebrać. (…) Ich małżeństwo stało się piekłem.

Dopiero w maju 2008 roku, po trzech latach od zażycia pierwszej tabletki ritalinu, Maria zrozumiała, że potrzebuje pomocy. Zgodziła się poddać leczeniu w klinice dla osób uzależnionych. Byli tam alkoholicy, lekomani, kokainiści, ludzie wyczerpani i wypaleni. – To było jak egzekucja – wspomina. – Zostałam odstawiona na boczny tor.

Dla Götza Mundle, ordynatora kliniki Oberberg w Schwarzwaldzie Maria Westermann stanowiła pierwszy w jego lekarskiej karierze przypadek pacjenta uzależnionego od stymulatorów mózgu. Mimo to nie dziwił się wcale tej sytuacji. – Im więcej człowiek dodaje gazu, tym stabilniejszą musi mieć podporę wewnętrzną– twierdzi psychiatra.

Leków nowej generacji nie uważa za diabelski wynalazek. Nie one są tu rzeczywistym problemem, lecz  sposób, w jaki traktujemy kolejne wyzwania. Człowiekowi potrzebna jest harmonia między wymaganiami płynącymi z zewnątrz a jego własnym, wewnętrznym spokojem. – Ten, kto zna swoje możliwości, i potrafi je rozwijać, nie jest skazany na tego typu środki – uważa  Mundle.

Maria Westermann spędziła w klinice osiem tygodni. Dziś mówi, że ritalin pozwolił jej wprawdzie wznieść się na nieznane dotąd wyżyny, ale w pamięci znacznie bardziej utkwiły jej “te mroczne dni”, kiedy miała wrażenie, że z najwyższym wysiłkiem przedziera się przez spowijającą ją gęstą mgłę.

źródło: http://www.spiegel.de/
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Jeden komentarz do “Mózg na dopingu”

  1. 1
    Ψ Psychologia.XMC.PL Typy Cechy Osobowości Psychologia Manipulacja Zachowanie Ludzi:

    Ψ
    Psychologia.XMC.PL Typy Cechy Osobowości Psychologia Manipulacja Zachowanie Ludzi…

    Parę miesięcy mnie tu nie było. Nawet nie wiem, co sie dzieje. Pewnie dotarło wielu nowych, młodych, inteligentnych i rządnych sukcesu. Zapewne z zainteresowaniem przeczytam niebawem wszystkie nowe wpisy na blogach. Dowiem sie kto ile przyrósł albo sch…

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja