PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Nazywają mnie “Paceman”

Przyjmują tysiące twarzy: ruchu religijnego, grupy terapeutycznej, organizacji politycznej…

Ale wszystkie sekty mają ten sam cel: podporządkować sobie członków, pozbawić ich woli, pieniędzy, zapanować nad ich emocjami. Na szczęście wojnę z nimi prowadzi armia specjalnie przeszkolonych psychoterapeutów; jednym z nich jest Hiszpan Miguel Perlado.

Miguel Perlado o sobie: Mam 37 lat. Urodziłem się w Pampelunie, ale od siedmiu lat mieszkam w Barcelonie. Jestem psychoterapeutą i specjalizuję się w problemach sekt.

La Vanguardia: Czy sekty wciąż istnieją?

Owszem. Jako psychoterapeuta zajmuję się osobami związanymi z najrozmaitszymi sektami.
Trzydzieści lat temu działały sekty ufologów, ruch Hare Kryszna…

Dziś najaktywniejszą działalność prowadzą sekty gnostyczne (organizują różne konferencje), kościół scjentologiczny i grupy psychoterapeutyczne.

Kim bywają najczęściej adepci sekt?

W Katalonii w ciągu ostatniego roku do organizacji tego typu przystąpiło około 0,9 proc. ludności; są to przede wszystkim ludzie młodzi.

Jaki jest typowy młody członek sekty?

To naiwny idealista, otwarty na problemy innych ludzi, człowiek o dobrym sercu, pragnący nieść pomoc innym… Adepci sekt są inteligentnymi ludźmi o humanistycznych dążeniach.

A czego chcą od nich sekty? Pieniędzy?

Przede wszystkim władzy. Dążą do przejęcia władzy nad tym młodym narybkiem. Im więcej członków mają pod swą kontrolą, tym większa jest ich władza. Jeśli sekta zawładnie czasem adepta, to już samo w sobie oznacza dla niej spory majątek.

Jak powstaje taka organizacja?

Jakiś człowiek ogłasza, że poznał jedyną, zbawienną i uzdrawiającą prawdę. Taki człowiek przyciąga do siebie innych, staje się przywódcą. Chce zgromadzić wokół siebie grupę zwolenników, więc tworzy mechanizmy, dzięki którym inni mu się podporządkują. I pasożytuje na swoich uczniach.

Od czego zależy, czy dana grupa jest sektą czy nią nie jest?

Nie ma precyzyjnej definicji. Dla mnie takim wyznacznikiem jest to, czy grupa działa na szkodę swoich adeptów.

A jeśli młoda dziewczyna chce wstąpić do zakonu klauzurowego, czy również próbowałby pan ją leczyć, gdyby poprosili pana o to jej rodzice?

Takie zgromadzenie nie jest sektą, o ile nie prowadzi podwójnej działalności, to znaczy jeśli jego cele i metody działania są przejrzyste i jeśli zgromadzenie nie ukrywa, na czym polega jego reguła. Sekta natomiast wabi adeptów sugerując im, że jej członkowie poznają tajemne prawdy w miarę coraz większego zaangażowania na rzecz grupy. To ma być ta zbawcza marchewka.

Nikomu nic nie mów, inni tego nie zrozumieją; siedź cicho, a my zdradzimy ci bardzo ważne prawdy – obiecuje sekta. I dodaje: porzuć wszystko, do czego jesteś przywiązany. Ostatecznie doprowadza do stłamszenia indywidualności i uzyskuje ślepe posłuszeństwo.

Skoro zdolność krytycznego myślenia adepta zostaje zniszczona, to kto zwraca się do pana z prośbą o pomoc?

Rodzina i bliscy przyjaciele takiej osoby, zaniepokojeni zmianami w jej zachowaniu.

Na czym polegają te zmiany?

Jej bliscy zwykle mówią, że ta osoba “bardzo się zmieniła”, “jest bardziej zamknięta w sobie”, “hermetyczna”, “przejawia obsesyjne zachowania”, “mówi, że odkryła coś nowego i że jest ktoś, kto jej pomaga”. I nie przyjmuje żadnej krytyki.

Od czego zaczyna pan pracę z taką osobą?

Najpierw zadaję jej różne pytania, aby upewnić się, że nie mamy do czynienia z żadną chorobą psychiczną i zorientować się, pod wpływem jakiej grupy znalazł się mój pacjent.

I na co pan najczęściej natrafia?

Na grupy o wschodnich inspiracjach, sekty ezoteryczne i ufologiczne. Są też organizacje ultrakatolickie, takie jak Kościół Uniwersalny i Triumfujący czy Opus Dei (wśród moich pacjentów są krewni członków oraz byli adepci tej organizacji). Bardzo często mam też do czynienia z różnymi “grupami terapeutycznymi”.

Cóż to za grupy?

Mówią o “psychotechnikach”, o “channellingu”… Obiecują wyleczyć ciało i duszę dzięki jakiejś rewolucyjnej szkole psychologii lub innej niezawodnej metodzie terapii fizycznej i energetycznej.

Czasami wiara przenosi góry.

Albo ogranicza wolną wolę i czyni z człowieka niewolnika. Staram się przeanalizować, czy osoba, z którą mam do czynienia nie zatraciła swojej osobowości.

A jeśli taka osoba twierdzi, że w sekcie czuje się szczęśliwa?

Proszę ją o chwilę rozmowy. A jeśli zgodzi się przyjąć zaproszenie…

… przeprogramowuje pan jej umysł.

Nie, nie używamy już tej terminologii. To by znaczyło, że robię dokładnie to samo co sekta, tyle że na odwrót. Mógłbym wyrządzić pacjentowi emocjonalną krzywdę, a na dodatek taki pacjent mógłby mnie zaskarżyć.

W takim razie, co pan robi?

Teraz to się nazywa “terapia wspomagająca wyjście” (po angielsku “exit counselling”). Polega na tym, że staramy się znaleźć jakąś rysę, jakąś szczelinę w otaczającym taką osobę murze jej niezbitych przekonań.

Jak się to robi?

Na początku członek sekty w rozmowie ze mną zazwyczaj używa liczby mnogiej. Zadając mu odpowiednie pytania staram się zrozumieć, jakie braki czy osobiste potrzeby zaspokaja w jego przypadku dana sekta. Potem próbuję na nowo poruszyć kwestę jego indywidualności i skonfrontować ją z tym, co głosi sekta: zależy mi na tym, aby wzbudzić w adepcie wątpliwości, pobudzić jego zmysł krytyczny… Tylko w ten sposób mogę zachwiać jego przekonaniami. Na koniec mówię mu: “Decyzja należy do ciebie!”.

Jaki wskaźnik skuteczności udaje się uzyskać dzięki “terapii wspomagającej wyjście”?

Około 65,2 proc. Najtrudniej jest prowadzić terapię u nastolatków wychowanych w obrębie sekty. Jeśli widzę, że moja interwencja może takiej osobie wyrządzić krzywdę, wtedy się wycofuję.

Porusza się pan po grząskim gruncie.

To prawda. Mówią o mnie, że robię ludziom pranie mózgu, nazywają mnie “defibrylatorem”, “deinstalatorem”, “inkwizytorem”… Czasami sam się zastanawiam: “A ja? W co ja wierzę?”.

Nie należy pan przypadkiem do sekty antysekciarzy?

Dobre pytanie… Oczywiście, takie wątpliwości to zdrowy objaw. Kiedy pacjent stawia mi taki zarzut, korzystam z okazji i mówię: “No dobrze, wyjaśnij mi, dlaczego uważasz, że ja należę do jakiejś sekty”. I w końcu taki człowiek zaczyna w tym, co mówi, dostrzegać samego siebie.

A co potem?

Ideałem byłby trwający co najmniej trzy miesiące detoks, czyli odsunięcie pacjenta od grupy, tak aby sekta nie wciągnęła go z powrotem.

Czy partia polityczna może działać podobnie jak sekta?

Owszem. Może tak działać również zespół muzyczny, ruch artystyczny czy szkoła psychoanalizy… Jeśli w takiej grupie jest charyzmatyczny lider, obowiązuje ścisła hierarchia, wymóg ślepego posłuszeństwa, bezwarunkowe podporządkowanie się i poniżanie członków “dla ich dobra”, to mamy do czynienia z sektą.

A klub piłkarski?

Przywódca sekty to osoba cierpiąca na paranoję: nie znosi żadnej krytyki, a wszystkie niepowodzenia przypisuje działaniu “wrogich sił”. Wymaga monolitycznej jednolitości w obrębie grupy. Takie zachowania mogą wystąpić wszędzie: w korporacji, w zarządzie firmy, w organizacji pozarządowej…


źródło: http://www.lavanguardia.es/premium/publica/publica?COMPID=53868326756&ID_PAGINA=3746&ID_FORMATO=9&turbourl=false
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja