PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Tylko dla alkoholików

W Kilonii powstał lokal, w którym bezrobotni alkoholicy mogą, nie przeszkadzając nikomu, napić się taniego piwa i wina.

Jest pół do jedenastej rano, a w “Sofie” panuje już całkiem spory ruch. Przy stoliku z przodu po lewej stronie mężczyźni są już po czterech kolejkach piwa. W radiu dudnią ostre akordy gitary, młoda dziewczyna wskakuje komuś na kolana i prosi, by gość dał jej łyka swojego drinka. Szklana butelka toczy się po podłodze, a powietrze jest już tak gęste od dymu, że można by je kroić nożem. Przy barze Atze i Dirk skręcają sobie papierosa bez filtra i pytają, czy ktoś chce się napić.

Witamy w najbardziej kontrowersyjnej obecnie filii niemieckiego państwa socjalnego. To właśnie to miejsce, którym tak żywo interesują się teraz inne miasta. “Sofa” wygląda jak jedna z knajp na rogu St. Pauli i każdego dnia płynie w niej tak samo wiele alkoholu. Przychodzi tu około 70 stałych gości w wieku od 18 do 70 lat, na ścianach wiszą flagi klubów futbolowych, a po lewej stronie nad barem umocowany jest telewizor – obraz leci przeważnie bez głosu.
Różnica występuje raczej w porównaniu do innych piwiarni, i jest ona zasadnicza. Część kosztów prowadzenia tego lokalu jest finansowana z kasy miejskiej. “Sofa” to miejsce podobne do tych, w których legalnie bierze się narkotyki – tyle że tu jest to wersja light. Przychodzący do niego ludzie to niemal bez wyjątku osoby cierpiące na poważną chorobę alkoholową. Mogą przynieść tutaj własne tanie piwo czy sangrię. Nawet muszą to zrobić, bo w barze nie ma niczego poza lemoniadą i mocną kawą. – Tu jest super – mówi Dirk, wykrzywiając w uśmiechu swoją wytatuowaną twarz. – Czyż nie?

Jak dotąd rachunek kilońskiej kasy miejskiej bilansuje się na zero. Znani tu bezrobotni pijacy, którzy do tej pory złościli mieszkańców swoimi alkoholowymi libacjami urządzanymi w centrum miasta, stopniowo zaczęli przenosić się do znacznie bardziej przytulnej “Sofy”. To interes absolutnie opłacalny dla wszystkich – uważa Christoph Schneider z Urzędu Mieszkaniowego w Kilonii. Dzięki niemu udało się w końcu “skuteczniej opanować to środowisko”.

Wiadomość o kilońskim “raju dla pijaków” zelektryzowała władze w całym kraju. Większość miast boryka się bowiem z takimi samymi problemami. Pracownicy tamtejszych urzędów dzwonią, by dowiedzieć się czegoś więcej, ci z Hamburga i Freiburga byli tak zainteresowani ową nowością, że od razu przyjechali osobiście. A w Dortmundzie niebawem otwarta zostanie najprawdopodobniej kolejna “Sofa”. To miasto na północy Niemiec przeżywa bowiem plagę wysokiego bezrobocia. Ludzie mają już dość smrodu moczu, dewastacji na placach zabaw, gdzie przesiadują alkoholicy, których pijackie śpiewy słychać jeszcze grubo po północy. Próby podejmowane przez władze miejskie, by rozwiązać ten problem poprzez policyjne nakazy, częściową prohibicję czy – jak na dworcu głównym w Hamburgu – nadawanie przez głośniki muzyki klasycznej trafiają zwykle w próżnię. Pijacy, przepędzeni z jednego miejsca, przenoszą się po prostu gdzie indziej i tam w nieprzyjemny sposób zwracają na siebie uwagę.

“Sofa” zaś od samego początku okazała się sukcesem. Rzadko zdarzają się tu większe kłopoty czy stresy, ten, kto podpada, dostaje czasowy zakaz wstępu i przez parę dni musi popijać sobie gdzie indziej. – Interes kwitnie – stwierdza Kai. Ma 49 lat, pobiera zasiłek dla bezrobotnych i zasiłek socjalny, w urzędzie pośrednictwa pracy uchodzi za przypadek raczej beznadziejny. Ale ma wciąż jeszcze dach nad głową, podobnie jak większość tutejszych stałych bywalców. Bezdomnych rzadko spotkać można w “Sofie”.

Wcześniej Kai i jego kumple z powodów aprowizacyjnych drinkowali zwykle pod znajdującym się nieopodal “Aldim” (sklep- przyp. red.). W końcu zaczęli mieć kłopoty z szefem sklepu i musieli przenieść się na plac przed domem starców, tam jednak wkrótce po ich zjawieniu się zdemontowano ławki. Rozwiązanie pojawiło się wraz z “Sofą”, będącą wynikiem współpracy władz miasta ze stowarzyszeniem społecznym “Hempels”, które wydaje również w Szlezwiku-Holsztynie gazetę, sprzedawaną na ulicy przez ludzi potrzebujących pomocy.


“Sofę” prowadzi pedagog społeczny Reinhard Böttner. Ma maleńkie biuro dwa piętra nad lokalem i nie potrafi zrozumieć, dlaczego pomysł ów miałby być uważany za przyznanie się do porażki czy też za przechowalnię dla cierpiących na chorobę alkoholową ludzi na zasiłku, a także dla młodzieży bez wykształcenia, pozbawionej perspektyw życiowych. Musi temu stanowczo zaprzeczyć, “Sofa” to prawdopodobnie jedna z niewielu szans jakiegokolwiek zbliżenia się do owych pijaków. – Myśli pan, że można tak po prostu wejść w to środowisko i przekonać tych ludzi, by porzucili alkohol? – pyta.

Böttner i jego zespół próbuje tego, posługując się “ofertą niskoprogową“, a więc bardzo łagodnymi metodami. Nie są natarczywi, zamiast tego udzielają porad, gdy są o nie proszeni, a to często ma miejsce. Pomagają w przypadku kłopotów z wynajmującymi mieszkanie, dostawcami prądu czy różnymi urzędami. Informują o możliwościach leczenia alkoholizmu i proponują stałym gościom tak zwaną “pracę za jedno euro” przy barze, w przyległej kuchni wydającej zupy dla najuboższych lub przy sprzedaży gazet.

– Niektóre z tych osób są dziś trzeźwymi alkoholikami i prowadzą uregulowany tryb życia – mówi Böttner, który wkrótce planuje otworzyć drugi taki lokal. Wiadomo już także, kto w zamian za stałą pensję będzie tam stał za barem i troszczył się o porządek. Tą osobą ma być Kai, którego w urzędzie pracy odfajkowano jako przypadek beznadziejny.

źródło: Guido Kleinhubbert, http://www.spiegel.de/
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja