PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Wzój ojcostwa

Synowie potrzebują ojców – jako wzorców, bez których nie potrafią poradzić sobie z zadaniami dorosłości - Banalne? Najwyraźniej nie, skoro na spotkania ze Stevem Biddulphem, psychologiem dziecięcym i autorem książek o wychowaniu, ściągają tłumy.

Mój najmłodszy syn kończy 11 lat, wakacje, czas przymykania oka na późniejsze wstawanie i kładzenie się spać, kipią w najlepsze – pomyślałam więc, że najwyższy czas przekartkować swoje stare wydanie klasyki rodzicielskiej na Wyspach i w całym świecie anglojęzycznym, czyli “Raising Boys”  sir Steve’a Biddulpha ( australijski autor książek o wychowywaniu chłopców, psycholog, uznany specjalista w Wielkiej Brytani - przyp. red.). I właśnie teraz dowiedziałam się, że dr Biddulph przygotowuje nowe wydanie swojego bestsellera, z solidnie przeredagowanymi rozdziałami traktującymi o nastolatkach. Co więcej, okazało się, że wydawca zorganizował cykl spotkań z nestorem australijskiej pedagogiki, podczas których rodzicie mogą dowiedzieć się, jak wychowywać swoich nastoletnich synów na młodych mężczyzn – rozsądnych, komunikatywnych, wrażliwych i wolnych od tak rozpowszechnionych w tej grupie dolegliwości jak “pralkowstręt” czy “zespół odrazy do prac kuchennych”.

(…)

Zdaniem arcy-wychowawcy, klucz do zrozumienia dzieci jest zdumiewająco prosty: wraz z początkiem dojrzewania, raz jeszcze przechodzą przez fazy, doświadczane w okresie niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa. –Przedczołowa kora mózgowa mięknie jak galareta i trzynastolatek przypomina roczne dziecko: bierne, niezorganizowane, doświadczające trudności przy dokonywaniu wyborów. Zadaniem rodziców jest podsunięcie struktury, wzorca ładu; dzieci w tym wieku są niezdolne do samodzielnego uporządkowania świata – mówi.

Czy oznacza to, że czternastolatek stanowi swego rodzaju odpowiednik “piekielnego dwulatka”? – Tak, dokładnie tak. I naszym zadaniem staje się wówczas wyraźne wyznaczanie granic. Czternastolatek byłby zdolny wdać się w kłótnię ze znakiem drogowym. Łatwo się zacietrzewiają, tym bardziej więc do nas należy zachowanie lekkiego dystansu i poczucia humoru. W żadnym razie, podobnie jak w przypadku histerycznie walącego nogami o podłogę dwulatka, nie możemy sobie pozwolić na machnięcie ręką na wszystko i wycofanie się. Zresztą, jeśli wiadomo, czego należy się spodziewać po dziecku w tym wieku, łatwiej jest pomyśleć “No tak, wszystko się zgadza” - to szansa na uchronienie się przed stresem.

To mądrość podobnej próby – nieprzemądrzała, trafiająca w sedno w niewielu słowach – sprawiła, że w czasach zalewu poradników książki Biddulpha sprzedają się w łącznym nakładzie ponad czterech milionów egzemplarzy. On sam jednak skromnie zapewnia, że nie posiada żadnego szczególnego “daru” rozumienia czupurnych nastolatków i że wiedza, którą dziś się dzieli, nie przyszła sama z siebie. – Miałem dziewięć lat, kiedy moi rodzice przeprowadzili się z Yorkshire dość daleko, bo aż do Australii – wspomina. – Ponieważ byłem dość wysokiego wzrostu, a angielska szkoła najwyraźniej zapewniła mi niezły bagaż, postanowiono umieścić mnie o dwie klasy wyżej, niż wskazywałby na to mój wiek. O dwa lata była też starsza cała reszta męskiej klasy, i przez dłuższy czas nie byłem w stanie zorientować się, o czym właściwie rozmawiają. Miałem poczucie, że nie jestem w stanie w żaden sposób do nich dotrzeć, i sądzę, że byłem wówczas mocno wyalienowany. Myśli o karierze fizyka, w którym to fachu nie będzie musiał zbyt wiele zadawać się z ludźmi, ustąpiły jednak, gdy wieku 18 lat zadał sobie kilka kluczowych pytań. – Na czym tak naprawdę zależy mi w życiu? – spytałem sam siebie. Odpowiedź była prosta: na tym, by móc rozmawiać z dziewczynami! A skoro tak, jedynym wyjściem było zdawanie na psychologię – na studiach zaś odkryłem, że jestem w stanie dotrzeć do ludzi, jeśli zastanowię się przez chwilę nad tym, co w nich siedzi.

Najwyraźniej ziściło się również jego podstawowe pragnienie skoro, mimo pewnej nieśmiałości w obejściu, jest od lat szczęśliwie żonaty z Shaaron, będącą współautorką i redaktorką wszystkich jego książek. Ludzi rozumiał z latami coraz lepiej – i zrozumieniu temu zawdzięcza swą błyskotliwą karierę.

Jej początki przypadły na lata 70. (…) Publikując książkę “Jak wychować szczęśliwe dzieci” (Raising Happy Children, 1983) był jednym z pierwszych autorytetów rodzącej się dopiero dyscypliny, jaką była psychologia rodziny. – Uznałem, że każdy powinien wiedzieć, z jakim zadaniem zamierza się zmierzyć – wyjaśnia. Kolejna książka dotyczyła już wychowania chłopców (Raising Boys, 1993), i również w tym przypadku wybór tematu był nieprzypadkowy. Sam Biddulph tłumaczy go zdaniem: – Etyka mojej pracy wymaga, by brać na warsztat te kwestie, gdzie najłatwiej o katastrofę – i łatwiej je zrozumieć, jeśli pamiętać, że koniec XX wieku był nieszczególnym czasem dla chłopców: statystycznie mieli pięciokrotnie częściej niż dziewczęta kłopoty w szkole, zaś prawdopodobieństwo, że nie dożyją 21. roku życia, było aż trzykrotnie wyższe.

Mój rozmówca już wówczas postawił jednoznaczną diagnozę: przyczyną takiego stanu rzeczy było “wycofanie się” ojców, ich ucieczka od wychowywania dzieci, współbrzmiąca z odwrotem od rodzicielstwa jako takiego. Co nie znaczy, że nie jest możliwy odwrót od tej tendencji – i wychowywanie dzieci równie udanych jako potomstwo psychologa, liczące sobie dziś, odpowiednio, 26 i 19 lat. Jeśli, naturalnie, mężczyźni okażą się wystarczająco odpowiedzialni. – Kobiety nigdy nie doświadczyły “kryzysu wychowania” jako takiego – twierdzi Biddulph. – Czymś wspaniałym jest natomiast powrót ojców do powołania, od którego kiedyś uciekli. W porównaniu z początkiem lat 90., kiedy w społeczeństwach Zachodu mieliśmy do czynienia z największym w dziejach “odwrotem od ojcostwa” wynikającym nie z takich okoliczności, jak hekatomba wojny, lecz z wolnego wyboru, ojcowie są, na ile jest to mierzalne statystycznie, trzykrotnie bardziej zaangażowani w wychowanie swoich dzieci.


Dawać świadectwo własnym wyborem – to podstawa. Dr Biddulph odrzucił kilka bardzo intratnych ofert po to, by zostać nawet nie w Australii – w Tasmanii, w małym, oswojonym kosmosie, gdzie jego dzieci dorastały wśród krewnych i przyjaciół, i gdzie był w stanie nie tylko odebrać je ze szkoły, ale zatrzymać się na lody i pogadać, jadąc niespiesznie do domu. I wydaje się, że wybrał dobrą drogę – bo, jak nie przestaje powtarzać na wykładach i w książkach, ojcowie są, chcąc nie chcąc, wzorcami dla swoich dzieci, a już szczególnie dla synów.

To nie wybór, to natura, i wzięty wykładowca z lubością żongluje ukutym przez siebie kalamburem: “ADD = DDD”. ADD – syndrom rozproszenia uwagi (attention deficit disorder) w ogromnej większości zakorzeniony jest, jego zdaniem, w DDD – syndromie Braku Taty, czyli dad deficit disorder. Jeśli masz się stać mężczyzną godnym zaufania, musisz poznać innych mężczyzn tego pokroju – i pierwszym miejscem, gdzie masz szanse ich poznać, jest dom, gdzie ojciec kroi chleb, przynosi mamie kwiaty, oburza się na niesprawiedliwość i pomaga w trygonometrii. Oczywiście, ojcowie są równie mocno potrzebni córkom, choć w inny sposób – uczą je szacunku do samych siebie.

Biddulph nie upiera się przy tym w zasadniczo odmiennych podejściach do wychowania dzieci obu płci – rzecz w tym, że różnice te ujawniają się same, nierzadko na poziomie fizjologii i odmienności percepcji. W pierwszych latach po urodzeniu dziewczynki rozróżniają dźwięki – szczególnie ludzki głos we wszelkich jego odmianach, od mowy do śpiewu – aż o 80 % lepiej niż chłopcy, i różnica ta, choć nieco osłabiona, trwa aż po dorosłość. Nieodmiennie też, we wszystkich kulturach, chłopięce oczy lepiej zauważają ruch – i są znacznie bardziej bezradne, jeśli idzie o rozpoznawanie kolorów. Chłopcy, jak się okazuje, znacznie gorzej znoszą też oddzielenie od matki – i dlatego dr Biddulph stanowczo odradza zbyt wczesne posyłanie małych mężczyzn do żłobka. Równie stanowczo – i tutaj zaakceptowanie jego rad wiąże się z małą batalią z miejscowym systemem oświatowym – opowiada się za posyłaniem chłopców do szkoły o rok później niż dziewczyn pochodzących z tego samego rocznika. Młodzi mężczyźni mają wyraźnie późniejszy start – nie zaszkodzi im więc, jeśli zaczną poznawać świat nauki o rok później, a już na pewno docenią to przesunięcie w szkole średniej, kiedy nie będą musieli codziennie dotrzymywać pola wyższym, pewniejszym siebie, doroślejszym dziewczętom. Doświadczenie niepewności, jakie obecnie fundujemy niepewnym siebie, potykającym się o własne nogi dwunastoletnim szparagom, prowadzi do tego, że czują się nic niewarci, niekochani i mizerni – a tak łatwo byłoby temu zapobiec prostą decyzją administracyjną!

Doświadczenie trzydziestu lat spotkań z rodzicami nie pozostawia złudzeń: wszyscy jesteśmy przewidywalni.

Podchodzący przed lub po spotkaniu rodzice martwią się albo o rogatych roczniaków, albo o nastolatków, którym, nie wiedzieć czemu, poziom testosteronu we krwi podskoczył o 80 % w ciągu kilku miesięcy, co sprawia, że z dnia na dzień stali się nieznośni i kolczaści. Okazuje się też, że każdy, od Tasmanii po Tenessee, chciałby wiedzieć, jak radzić sobie z takimi kwestiami, jak alkohol i siadanie za kierownicą (naturalnie, myśląc o każdym z zagadnień osobno). Dr Biddulph proponuje obiecująco staroświecką formułę: nie ma mowy o alkoholu przed 18 rokiem życia, “zapoznawanie się” pod okiem rodziców nie prowadzi do niczego dobrego… Nie opowiada się jednoznacznie przeciw niepełnoletnim za kierownicą, przywołuje jedynie bezwzględne (jak zawsze) statystyki: nastoletni kierowca, uwaga, z pasażerem płci męskiej na siedzeniu obok to potencjalne źródło wszelkiego rodzaju kłopotów, przedmiot odwiecznej troski towarzystw ubezpieczeniowych i policji.

Dajcie dzieciom siebie, swój czas i uwagę, powtarza rodzicom, to ważniejsze niż wasze pieniądze, ważniejsze nawet, niż wasze szukanie dziury w całym, tak, jakbyście mieli prowadzić je na scenę. Prowadzicie je w życie, to o wiele ważniejsze – tłumaczy. – W pracy bywa różnie, ale każda godzina, jaką wygospodarujecie dla dziecka – puszczanie latawca w weekend czy gra w kamień-nożyce-papier w popołudniowym korku – nie zmarnuje się nigdy.

źródło: Cassandra Jardine, http://www.telegraph.co.uk/
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja