PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Szkoła inaczej

Podczas gdy w Europie większość nastolatek wzdraga się na myśl o powrocie do szkoły i wolałaby oglądać telewizję zamiast się uczyć, dla Dżamili i Aminy nie ma nic ważniejszego niż nauka. Bardzo by chciały móc codziennie chodzić do szkoły, ale otwierając podręcznik ryzykują życiem.

Ukryta głęboko w ostępach biednego okręgu Loj Wjalla w Afganistanie, Dżamila Abdul siedzi na podłodze we frontowym pokoju i pilnie się uczy. – Moja mama była akuszerką. Ja też chciałabym nią zostać – wyjaśnia 18-letnia dziewczyna trzymając przed sobą otwarty podręcznik do matematyki. Jej 16-letnia siostra Amina ma równie wygórowane oczekiwania. Liczy, że pewnego dnia spełni swoje marzenie i zostanie nauczycielką w szkole publicznej.

W mieście obu sióstr – wyniszczanym zaciętą walką, gdzie talibowie usiłują odzyskać władzę po obaleniu ich rządów w 2001 roku przez oddziały amerykańskie i brytyjskie – kobiety są wciąż przez niektórych uważane za obywateli drugiej kategorii.

Chociaż oficjalnie dziewczynki mogą chodzić do szkoły, wiąże się to z coraz większym ryzykiem za sprawą ludzi, którzy opowiadają się za surowym, ekstremistycznym pojmowaniem praw islamskich. Od 2004 roku talibscy rebelianci usiłują ponownie wcielić w życie swe tradycyjne przekonania – łącznie z zasadą, że kobiety nie są równe mężczyznom – i przeobrazić Afganistan w kraj wyznający najczystszy islam na świecie.

Żadnych tańców, telewizji ani makijażu. W tym świecie kobieta musi nosić w miejscach publicznych burkę i nie wolno jej pracować ani się kształcić. Wojska amerykańskie i brytyjskie usiłują zapobiec odzyskaniu przez talibów kontroli nad krajem, lecz tymczasem życie codzienne dla dziewcząt takich jak Amina czy Dżamila jest niewiarygodnie niebezpieczne.

Nie dają się jednak zastraszyć. Chociaż boją się chodzić do szkoły z obawy przed zamachem, nie rezygnują ze swoich ambicji w nadziei, że pewnego dnia ich kraj znów stanie się miejscem, gdzie kobiety będą mogły bezpiecznie realizować swoje marzenia. Ich ojciec Omar Abdul nie zgadza się na to, by jego córkom odebrano możliwość zdobycia wykształcenia. Zostawia je w domu, by tu mogły kontynuować naukę. – Nie pozwoliłbym dziewczynkom pójść do szkoły, bo bałbym się, że ktoś je zabije – mówi.

Obawy Omara nie są pozbawione podstaw. W kwietniu ponad 80 młodych afgańskich kobiet rozchorowało się po atakach gazowych na ich klasę. A w ubiegłym roku 15 dziewcząt zostało okaleczonych i oślepionych, po tym jak drodze do szkoły w Kandaharze mężczyźni na motocyklu prysnęli im w twarze kwasem. Aresztowano w tej sprawie osiem osób i dwie przyznały się do winy.

Mimo że talibowie oficjalnie zaprzeczają, jakoby mieli z tym coś wspólnego, członkowie tego ruchu tuż przed atakiem wyraźnie uaktywnili się na obrzeżach Kandaharu. Również w miejscowych meczetach pojawiły się plakaty. Jeden z nich apelował: “Nie pozwalaj swoim córkom chodzić do szkoły!”.Rodzina Abdula poczuła na własnej skórze, jak zgubne może być pragnienie niezależności. Zaledwie 10 miesięcy temu żona Omara została zastrzelona w pracy. Przemoc jest w Afganistanie codziennością – najnowsze dane ONZ wykazały 31 % wzrost liczby zabitych cywilów w ciągu ostatniego roku z powodu aktywności talibów. Omar jest przekonany, że jego żona została zabita dla przykładu, bo odmówiła rezygnacji z pracy. Jej śmierć nie zachwiała nim jednak i jest tym bardziej zdeterminowany, by zapewnić córkom bezpieczeństwo. Pozwolił im otworzyć własną szkołę w domowym ukryciu.

W tej prowizorycznej szkole nie ma tablicy, komputerów ani nawet biurek. Codziennie rano dziewczyny siadają na wytartym dywanie w niedużym pokoju frontowym swego domu z takimi książkami, jakie akurat uda im się zdobyć.

– To bardzo ważne, byśmy jak najwięcej się uczyły – mówi Amina. – Kiedy mama zginęła, doszłyśmy do wniosku, że lekcje w domu to jedyny bezpieczny sposób na zdobywanie wiedzy.

Amina wzięła na siebie rolę nauczycielki i uczy Dżamilę, dwie młodsze siostry, 9-letnią Rahillę i 7-letnią Letefę oraz trzy kuzynki: 10-letnią Zerdanę, 8-letnią Nandanę i 4-letnią Zaedę. Dziewczyny przerabiają tematy z zakresu geografii, matematyki i historii.

Ponieważ na ulicach zdarzają się ataki rakietowe i samobójcze zamachy bombowe, czasami na lekcje przychodzą także kuzyni Aminy. Ale prowadzenie tej potajemnej klasy nie jest pozbawione ryzyka. Kobiety, które podczas rządów talibów nakryto na prowadzeniu w tajemnicy lekcji lub uczeniu się, były wtrącane do więzienia i torturowane. Ponieważ wszędzie roi się od informatorów i ludzi wypatrujących oznak łamania zasad, osiągnięciem jest każdy dzień spędzony w tej domowej klasie.

– Kuzynki muszą przyjść do naszego domu na piechotę i niedawno jakiś mężczyzna ukradł im książki. Teraz boją się, że ludzie już wiedzą o ich nauce – mówi Amina. – Mamy szczęście, że tata jest zdecydowany zadbać o naszą edukację. To wciąż bardzo rzadkie dla tutejszych kobiet. Wielu moim przyjaciółkom nie wolno się uczyć czytać ani nawet pisać własnego imienia.

– Talibowie grożą atakami na szkoły, uczniów i nauczycieli – mówi Jennifer Rowell, szefowa wydziału PR organizacji humanitarnej CARE International z siedzibą w Kabulu. – Czasami porzucają przed frontowymi drzwiami list z ostrzeżeniem, że jeśli ktoś będzie nadal się uczył, spotka go krzywda. Zdarzało się już podkładanie ognia, palenie szkół nocą, a nawet zabójstwa nauczycieli. Tutejsza społeczność żyje w lęku. Nawet w wioskach, gdzie jeszcze nie było ataków, jest poczucie, że zawsze może do nich dojść. Dlatego coraz więcej osób uczy się w domach.

– Życie kobiety w Afganistanie nie zawsze było obwarowane tyloma zakazami – zauważą Rowell. – Matka tych dziewcząt żyła w zupełnie innych czasach. Zanim talibowie przejęli władzę w 1994 roku, dziewczęta nawet zachęcano do studiów uniwersyteckich, dzięki czemu kobiety pracowały jako nauczycielki, lekarze czy urzędniczki służby cywilnej. Były prezenterkami w telewizji, chodziły do salonów piękności i mogły same zdecydować, czy chcą nosić w miejscach publicznych burkę.

Za rządów talibów wszystko się jednak zmieniło. Kobietom zakazano wychodzenia z domu bez krewnego płci męskiej, a jeśli już to robiły, musiały być zakryte od stóp do głów. Odmówiono im nauki oraz opieki zdrowotnej, a posłuszeństwo kobiet zapewniały porwania, gwałty oraz publiczne egzekucje.

W 2001 roku, gdy siły koalicyjne pokonały talibów, znów zapanowała większa swoboda. Dziewczyny zachęcano, by wróciły do pracy i szkoły. Wiele z nich spróbowało, ale nie ustawał zbrojny opór ze strony talibów.


W rezultacie w 2006 roku już 74 % afgańskich dziewczynek przestało chodzić na lekcje przed ukończeniem szkoły podstawowej. Jako powód podawano małżeństwo i problemy rodzinne, ale w wielu wypadkach chodziło o zwykły lęk. Tylko 13 %. kobiet w kraju umie czytać i pisać.

Potajemna szkoła Abdula jest jedną z wielu, które mimo zagrożenia przemocą zapewniają dziewczętom edukację. We frontowym pokoju podmiejskiej dzielnicy Madżburabad 18-letnia Zarguna także ryzykuje życiem – rano dzielnie chodzi do szkoły, a potem uczy w domu dzieci, które za bardzo się boją, by uczęszczać na popołudniowe zajęcia publiczne.

– Idę do domowej szkoły i wracam całkowicie zakryta burką – wyjaśnia. – Chowam także książki. Mam nadzieję, że postronni obserwatorzy pomyślą, że idę na zakupy. Staram się codziennie obierać inną trasę, żeby za mną nie chodzili. Znam dziewczyny, które zostały zaatakowane kwasem, a innym przyjaciółkom skradziono książki przy szkolnej bramie.

Wieczorami Zarguna idzie godzinę na piechotę do swej tajnej szkoły w domu pewnej rodziny, ukrytym za wysoką bramą. Uczy tam sześć dziewczynek w wieku od 12 do 18 lat. Dlaczego jednak wystawia się na takie niebezpieczeństwo?

– Mój ojciec też jest nauczycielem – wyjaśnia. – Popiera to, że uczę, i dlatego to robię. Tata jest świadom znaczenia edukacji kobiet i zachęcał mnie, żebym uczyła.

Zarguna zarabia 2 tys. afgańskich afgani (36 euro) miesięcznie za ryzykowanie życiem. – Nie przygotowano mnie do zawodu nauczycielskiego, ale mam dobre wykształcenie – mówi. – Nie robię tego dla pieniędzy, tylko po to, by dzielić się swoją wiedzą z innymi dziewczynami.

Takie organizacje jak CARE pomagają tworzyć nowe szkoły. – CARE wspiera obecnie ponad 100 tys. dzieci, żeby mogły codziennie się uczyć – opowiada Jennifer Rowell. – Kiedy sytuacja się bardziej ustabilizuje, będziemy mogli przekazać kierowanie szkołami z powrotem rządowi.

Amina liczy, że po doświadczeniach tajnej nauczycielki będzie mogła nadal pracować w edukacji. – Lubię pomagać innym – mówi. – To bardzo ważne, żebyśmy umiały czytać i pisać. Chcę kiedyś opanować angielski i uczyć go innych. Mam nadzieję, że będzie tu lepiej. Chcę, żeby moje młodsze siostry mogły chodzić do szkoły bez obawy, że zostaną zaatakowane. Chcę, żeby mogły bezpiecznie spacerować po ulicy.

Zarguna jest równie zdeterminowana. – Afganistan był kiedyś bardzo rozwiniętym krajem, zapewniającym równość kobietom i mężczyznom – przypomina. – Myślę, że wykształcone kobiety stanowią dla ekstremistów poważne zagrożenie. Ale mamy swoje miejsce w przyszłości tego kraju. Zasługujemy na wiedzę jak każdy inny.

źródło: Anna Gordon, Kate Holt, http://www.newsoftheworld.co.uk/
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja