PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Kobiety i mężczyźni myślą inaczej?

Wybitna pani neurobiolog (kobieta) twierdzi, że mózgi mężczyzn i kobiet są identyczne.

Nie wszyscy się z tym zgadzają…

Jeśli nasze mózgi są identyczne, to oznacza że mężczyźni muszą być społecznie wychowywani do nieodpowiedzialności i agresji. A to nie może być prawda, zauważa Michael Deacon.

Wbrew powszechnie panującej opinii i wynikom wielu badań mężczyźni i kobiety mają praktycznie identyczne mózgi – tak w każdym razie twierdzi profesor Gina Rippon, wykładowca neurobiologii na Aston University w Birmingham. Mam nadzieję, że pani profesor nie powie tego mojej żonie. Mam niepokojące przeczucie, że jeśli moja żona toleruje moje bałaganiarstwo, lenistwo i odkładanie wszystkich prac domowych “na później” – to tylko dlatego, że jest przekonana, iż wszyscy mężczyźni tacy właśnie są. Aż boje się pomyśleć co by było, gdyby zdała sobie sprawę, że to tylko moje przywary…

Mówiąc poważnie: trudno mi zgodzić się z panią profesor Rippon. Sądzę, że mózgi kobiet i mężczyzn w pewnych sprawach funkcjonują jednak inaczej. Musi istnieć jakiś powód, dla którego mężczyzna lekceważy poważne objawy raka, ale przy lekkim przeziębieniu zachowuje się jakby zapadł na ciężką grypę. Musi być jakieś wytłumaczenie faktu, że potrafi wymienić wszystkich defensywnych pomocników drużyny Leeds United z lat 1991–1992 – choć wcale nie jest kibicem tej drużyny! – a nie pamięta ile ważyło jego dziecko przy urodzeniu. I tego, że nie czytając wyrzuca do kosza instrukcje kupowanego sprzętu elektronicznego, ale potrafi poświęcić mnóstwo czasu na wczytywanie się w dane techniczne samochodu, którego nigdy nie będzie miał…

Pani profesor stwierdziłaby zapewne, że zachowania, o których mówię nie mają nic wspólnego z odmiennym funkcjonowaniem mózgu, ale wynikają z różnych sposobów kształtowania mężczyzn i kobiet przez społeczeństwo. Być może jest to po części prawda, ale pomyślmy: czy rzeczywiście społeczeństwo wychowuje mnie i większość moich znajomych w taki sposób, żebyśmy nie zauważali rzuconych na ziemie brudnych skarpetek, starych gazet i płyt bez pudełek na naszych biurkach?

Dlaczego społeczeństwu miałoby zależeć, żebyśmy nie potrafili znaleźć rozsądnej odpowiedzi kiedy kobieta mówi “w porządku, nic nie szkodzi”, choć naprawdę myśli zupełnie inaczej? Czy można wychowaniem wytłumaczyć fakt, że co wieczór wyciągamy z kieszeni garść drobniaków i kładziemy ja na najbliższej dostępnej powierzchni w domu, zamiast wydać je tak, jak to robią nasze żony? (Jakiś czas temu pewien mój kolega przeszedł się po całym domu i pozbierał wszystkie drobne monety, które zostawiał w rożnych miejscach przez ostatnie kilka lat. Doliczył się w sumie ponad 200 funtów! Oto, czym jest dom dla mężczyzny: to po prostu zabałaganiona skrytka depozytowa…).

Wydaje mi się, że środowisko nie ma żadnego pożytku z tych typowo męskich przywar. Nikt nie wychowywał nas tak, abyśmy byli nieodpowiedzialni i gruboskórni. Jesteśmy tacy, bo tak działają nasze mózgi. To ich wina. (Ano właśnie, zwalanie winy na kogoś innego – przecież to także typowo męska taktyka!).

Nie twierdzę, że prawdziwe są wszystkie stereotypy na temat męskich zachowań. Choćby założenie, że w przeciwieństwie do kobiet potrafimy spokojnie, trzeźwo podejmować ważne decyzje nie zwracając uwagi na drobiazgi – to kompletna bzdura. Moim zdaniem jedną z najpiękniejszych rzeczy w małżeństwie jest właśnie to, że uwalnia ono mężczyznę od konieczności podejmowania jakichkolwiek decyzji.

O wszystkim – począwszy od miejsca w którym mieszkamy, skończywszy na tym co jemy na śniadanie – decydują nasze żony. I chwała Bogu! Gdybym został kawalerem, zapewne nigdy nie podjąłbym żadnych naprawdę ważnych życiowych decyzji: nie kupiłbym domu, nie wyremontował łazienki, nie wyjechał na zagraniczne wakacje, nie zapłacił 7 funtów za wizytę u fryzjera… Męska wizja świata sprowadza się do pełnej samozadowolenia stagnacji i rutyny. Wystarczy powiedzieć, że najczęściej noszoną przeze mnie częścią ubrania jest wystrzępiona niebieska bluza na suwak, którą kupiłem w 2002 roku. Moja żona od dłuższego czasu pracuje nad tym, aby nakłonić mnie do wyrzucenia jej do śmieci.

Tak, wiem o tym, że mówienie o umysłowych i psychologicznych różnicach między kobietami a mężczyznami jest dziś niepoprawne politycznie. Kto wie, czy pewnego dnia niepoprawne politycznie nie stanie się także mówienie o różnicach fizycznych. Ale – choć może to przejaw świńskiego, męskiego szowinizmu – ja nie zamierzam przestać ich zauważać.

***

Co by nie mówić o naszych mózgach, mężczyźni i kobiety po prostu różnią się od siebie – ta teoria nie spodoba się zapewne osobom, dla których równość jest swego rodzaju fetyszem, podkreśla Cristina Odone.

Biedni naukowcy. Zamknięci w swoich laboratoriach, mieszający w szklanych kolbach trujące płyny, żyjący w otoczeniu białych myszek, ubrani w białe fartuchy – nic dziwnego, że czasami tracą zdrowy rozsądek. Tak chyba właśnie ma się sprawa z panią profesor Giną Rippon.

W czterech ścianach sterylnego laboratorium mózg może sprawiać wrażenie androgynicznego; rezonans magnetyczny może nie pokazać, jak bardzo płeć wpływa na nasze zachowania. Ale badanie płatów czołowych, skroniowych czy potylicznych nie daje takiej wiedzy o kobietach i mężczyznach jak badanie ich zachowania.

Weźmy choćby przyjaźń. Kobieta dzwoni do swoich przyjaciółek niemal codziennie, dyskutując o wszystkim – począwszy o tego, “dlaczego on nie zadzwonił”, skończywszy na odcieniu bieli, na który chce pomalować salon. Kobieca przyjaźń wymaga ciągłej troski, zachowań typu “rzuć wszystko i pędź jej pomóc”, zaangażowania (”…i że cię nie opuszczę aż do śmierci albo do chwili kiedy zmieścisz się w sukienkę w rozmiarze 34″). To układ na całe życie, gwarancja że nigdy nie będziesz musiała stawiać czoła światu sama.

A mężczyźni? Posiedzą przy piwie, pograją w karty, pogadają jak starzy kumple, podyskutują o golfie, iPadach i kosztach napraw samochodów. Emocje? Można je okazywać, ale broń Boże o nich mówić! Mężczyzna może rozmawiać z żoną o rozwodzie – ale z kumplami będzie dyskutował o tym, kto strzeli więcej bramek w lidze mistrzów. Kobieca przyjaźń to serdeczne objęcie i przytulenie, męska – lekki uścisk dłoni.

Różnice między płciami widać jeszcze wyraźniej za drzwiami sypialni. Dla kobiety seks to odprężająca kąpiel w głębokiej wannie czułości, wzajemnego zachwytu, obustronnego zafascynowania. Dla mężczyzny to raczej odświeżający prysznic spod którego wychodzi pełen energii, gotów aby wyjść z domu i stawić czoło światu.

A jazda samochodem? Ona słucha nawigacji satelitarnej jak wyroczni, które uwolniła ją od horroru czytania map Panu Niecierpliwemu za kierownicą. On wścieka się na Bogu ducha winne urządzenie, uznając je za osobistego wroga usiłującego na złość pokierować go najgorszą z możliwych dróg, pełną korków i błędnych zjazdów.

Różnice widać także, oczywiście, w wychowywaniu dzieci, sposobie proszenia o podwyżkę, sposobie wychodzenia z domu na obiad do restauracji, zachowaniu w biurze.

Dlaczego zatem, jeśli już na pierwszy rzut oka widać przepaść oddzielająca kobiety od mężczyzn, profesor Rippon temu zaprzecza? Moim zdaniem chodzi o zaślepienie ideologią. Część ideologów feminizmu zakłada, że kobiety powinny być takie same jak mężczyźni. Że powinny być podobnie skoncentrowane na pracy, stosować strategię “seksualnych drapieżników”, mieć podobne klapki na oczach. Że powinny zrezygnować z zależności od innych ludzi i radzić sobie same. Że powinny mieć takie same ambicje i priorytety jak mężczyźni. Przekaz leżący u podstaw takiego myślenia jest oczywisty: męski sposób życia jest lepszy.

I nie ma znaczenia, że mężczyźni częściej trafiają do więzień czy wpadają w długi. Albo kogo obchodzi, że mężczyźni młodziej umierają? Dla feministek w stylu profesor Rippon równość jest swoistym fetyszem, więc kobieta powinna chcieć tego, co ma mężczyzna.

Część kobiet wciąż daje się nabierać na te mitologię. Używają równej siły swojego mózgu, aby osiągnąć takie same sukcesy. Walczą o lepsze posady i wyższe płace – nawet za cenę życia rodzinnego. Do życia seksualnego podchodzą jak do kolejnych podbojów, którymi można się pochwalić – nawet, jeśli przez to tracą możliwość prawdziwego zaangażowania. Odrzucają możliwość jakiejkolwiek zależności od innych – choć to bardzo często oznacza po prostu samotność.

W końcu ich życie okazuje się niemal kopią życia mężczyzn, a mimo to nadal nie czują się usatysfakcjonowane… I dopiero wtedy zaczynają rozumieć, że może męskie życie wcale nie było warte naśladowania.

I to jest ta ważna prawda, do której większość z nas dawno już doszła. Żyjemy po swojemu, a nie tak jak mężczyźni – i akceptujemy, że to co w życiu osiągniemy różni się od tego, co osiągają oni.

Może nasze mózgi mają wiele wspólnego, jak twierdzi profesor Rippon. Ale kobiety dobrze wiedzą, że mężczyźni nie dostają od życie tyle, ile my. Nie mamy im czego zazdrościć – możemy im tylko współczuć…

źródło: Michael Deacon, Cristina Odone, Daily Telegraph, http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/nauka/czy-mezczyzni-i-kobiety-mysla-tak-samo,3,3704576,kiosk-wiadomosc.html
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja