PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Cyberprzemoc czy głupie żarty?

Od około dwóch tygodni kampus Duke University w Karolinie Północnej żyje historią pewnej naukowej “rozprawy”, napisanej najprawdopodobniej dla żartu i na prywatny użytek przez niedawną absolwentkę uczelni. Przedmiotem analizy były seksualne przygody autorki z trzynastoma sportowcami z uniwersyteckiej drużyny.

Przygotowana w formie 42-stronicowej prezentacji w PowerPoincie praca szybko trafiła do internetu i zaczęła się błyskawicznie rozprzestrzeniać. Studenci Duke są zażenowani, że w ich szkole wybuchł seksualny skandal i zżymają się na okrutną, bezlitosną siłę sieci, która sieje spustoszenie i szarga reputację wielu ludzi.

– Wstyd mi, że nazwa Duke będzie się kojarzyć z tym, co ona zrobiła – mówi 22-letnia Nicole Queathem z St. Louis, którą spotykam w klubie studenckim. – Ale mamy tu też do czynienia z typowymi podwójnymi standardami: ludzie potępiają ją szczególnie ostro, bo jest dziewczyną.

Rzeczona winowajczyni, 22-letnia Karen Owen, która ukończyła w tym roku Duke, oceniła jakość swych seksualnych kontaktów z trzynastoma studentami z drużyny sportowej w trakcie lat spędzonych na uczelni. W jej prezentacji znalazły się zdjęcia badanych i wykresy ilustrujące ich sprawność.

Owen przesłała tę żartobliwą rozprawę z dziedziny “badań horyzontalnych” kilku przyjaciołom, którzy z kolei wysłali ją swoim znajomym. E-maile krążyły przez prawie tydzień wśród społeczności akademickiej Duke, dotarły do absolwentów za granicą, aż wreszcie raport został opublikowany przez dwie powiązane ze sobą strony Jezebel i Deadspin. Potem gorący temat w zawrotnym tempie opanował blogosferę i Twittera.

O żartobliwej rozprawie zrobiło się głośno akurat w momencie, kiedy po raz kolejny zaczęto oskarżać technologię internetową o naruszanie prywatności i niszczenie ludziom życia. W zeszłym miesiącu student Rutgers University nagrał potajemnie zbliżenie swojego kolegi z pokoju z innym chłopakiem; kilka dni później jego współlokator odebrał sobie życie, co wywołało ogólnokrajową dyskusję na temat cyberprzemocy.

– W dobie internetu cały świat to scena – mówi Lee Rainie, dyrektor Pew Internet and American Life Project. – To kolejny dowód na to, że treści przeznaczone dla wąskiego, zamkniętego grona odbiorców prawie zawsze stają się własnością publiczną. Wystarczy, że ich autorzy prześlą je kilku osobom, a już można się nimi dzielić, przekazywać dalej i upubliczniać.

Owen nie odpowiedziała na nasze telefony z prośbą o wyjaśnienie tej sytuacji. Mężczyzna z Connecticut, który przedstawił się jako jej ojciec, oświadczył, że jego córka nie udzieli komentarza. Studenci na kampusie są z kolei zmieszani, choć już trochę zmęczeni całą sprawą.

Cztery lata temu męska drużyna lacrosse z Duke została wplątana w skandal, gdy pewna kobieta fałszywie oskarżyła trzech jej graczy o gwałt podczas przyjęcia, na którym miała wystąpić jako striptizerka. Rok później zarzuty przeciw mężczyznom wycofano, a prowadzący sprawę prokurator Michael B. Nifong stracił uprawnienia.

Siedmiu z trzynastu sportowców, o których pisała Owen, grało lub nadal gra w drużynie lacrosse. Jak zdradzają studenci i absolwenci, którzy znają ich osobiście, obecna afera mocno ich zirytowała, tym bardziej, że byli już przeczuleni na punkcie swego wizerunku. Żaden z członków drużyny lacrosse, z którymi się skontaktowaliśmy, nie chciał komentować sprawy. Dużo do powiedzenia mieli za to inni studenci na kampusie.

Kishan Shah, 18-letni student kolegium medycznego z Carmel w stanie Indiana, uważa, że uczelnia nie powinna odbierać dyplomu Owen, ale “należy jej dać do zrozumienia, że zhańbiła imię szkoły”.


Mike Lefevre, 21-letni przewodniczący samorządu studenckiego, przyznaje, że ludzie nie wiedzą, komu w tej sytuacji współczuć. – Czy powinniśmy się bardziej martwić o prywatność tej dziewczyny czy o studentów, których nazwiska zostały upublicznione? – pyta. – Wcale nie jest dla nas oczywiste, kto tu był ofiarą i komu należy pomóc.

Michael Schoenfeld, prorektor Duke ds. relacji zewnętrznych i kontaktów z władzami, podkreślił, że studenci uczą się regulaminu i zasad bezpiecznego korzystania z internetu, a kurs taki muszą zaliczyć również osoby występujące w drużynach sportowych. – Swoją drogą jestem ciekaw, czy gdyby to nie byli sportowcy, to byłoby o tym równie głośno? – zastanawia się Schoenfeld.

Pytanie jest zasadne. To właśnie dlatego, że trzynastu “badanych” z raportu Owen należało do uczelnianej drużyny, serwis Deadspin z początku opublikował pełną treść prezentacji wraz z nazwiskami. Zaczerniono je dopiero po jakimś czasie. A.J. Daulerio, redaktor Deadspin, wyjaśnia: – Jesteśmy stroną sportową, więc pokazanie nazwisk wydawało się w tym wypadku usprawiedliwione. Poza tym przesyłano to już tyle razy i zamieszczano na tylu forach, że cenzurowanie tekstu wyglądałoby głupio. Ale cóż, potem zmieniłem zdanie.

Rozprawę opublikował również serwis dla kobiet Jezebel. Ujawnił on także prywatny e-mail od wydawcy z HarperCollins, który prosił o namiary Owen, zapewne chcąc jej zaproponować umowę na książkę. Deadspin upublicznił z kolei listy od przedstawiciela agencji literackiej William Morris i pewnego producenta filmowego.

W 1977 roku dwie studentki Massachusetts Institute of Technology przygotowały podobny “raport z badań”, w którym oceniły seksualne zdolności 36 studentów uczelni.

Tekst raportu wydrukowano w niezależnej gazecie studenckiej pod tytułem “Przewodnik konsumentki po mężczyznach z MIT”. Autorki chciały w ten sposób zrewanżować się kolegom i pokazać im, jak czują się uprzedmiotowione przez mężczyzn kobiety. W rezultacie obie studentki zostały ukarane – objęto je specjalnym nadzorem na okres 10 miesięcy i wpisano do ich akt naganę.

Technologia informacyjna zdążyła rzecz jasna wkroczyć od tamtego czasu w zupełnie nowy wymiar.

Studenci, którzy dorastali już w erze internetu, twierdzą, że są świadomi zagrożeń. – Wszyscy wiedzą, jak działa sieć – mówi Queathem, zamykając swojego laptopa. – Zawsze staram się uważać na to, co zamieszczam na Facebooku. Jestem przekonana, że przyszli pracodawcy to śledzą. Łatwo o tym zapomnieć, ale warto o tym pamiętać.

źródło: Katharine Q. Seelye, Liz Robbins / New York Times
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja