PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Człowiek stworzonym kłamcą?

Kłamcę bardzo trudno jest zdemaskować – nie każdemu, kto mówi nieprawdę, skacze tętno i nie każdy się jąka. Psycholodzy od dziesiątków lat bezskutecznie szukają sygnału, który byłby ponad wszelką wątpliwość dowodem, że człowiek jest nieszczery. Teraz testują całkiem nową metodę: zwabiają oszusta w pułapkę.

Samiec szympansa, gdy w obecności wyższego rangą członka stada stara się o względy samicy, zasłania ręką swój penis w stanie erekcji – tak, by widziała go samica, ale nie potencjalny rywal. Czy to już kłamstwo? Czy małpy są w ogóle do niego zdolne?

Goryl Mike, którego nauczono języka gestów, rozdarł kiedyś kurtkę swojej trenerki Ellen. Kiedy zapytała go: “Kto to zrobił?”, odpowiedział: “Koko” – jego towarzyszka z tej samej klatki. Ellen pytała jednak dalej. Goryl podał tym razem imię innego opiekuna, ale w końcu, gdy trenerka nie ustępowała, przyznał: “To Mike”.

Było to świadome oszustwo. Również w innych sytuacjach, nie tylko podczas takich kontrolowanych eksperymentów, okazywało się, że nasi najbliżsi krewniacy doskonale opanowali sztuczki mające na celu wprowadzenie innych w błąd. Zdolność do kłamstwa gatunku Homo sapiens od pradawnych czasów zakorzeniona jest więc głęboko w naszych genach. Wykształcenie się mowy pomogło opanować tę sztukę do perfekcji. Co prawda twierdzimy zwykle, że ponad wszystko miłujemy prawdę, nie zawsze jednak trzymamy się tego przekonania – skłonność do kłamstwa jest bowiem naszą tak silną cechą, że nie potrafimy po prostu bez niego się obejść.

Każdy człowiek kłamie. Politycy składają fałszywe obietnice, pisarze prezentują plagiaty jako własne dzieła, menedżerowie upiększają bilanse. Kobiety dają fałszywe świadectwo swojej seksualnej żądzy, a mężczyźni głębi własnych uczuć. Średnio dwa razy dziennie każdy z nas mija się z prawdą, a także w dwóch na trzy rozmowy trwające co najmniej dziesięć minut. (…)

Dopiero w ostatnim czasie badacze, głównie zespoły z Anglii i Szwecji, zbliżyli się nieco do prawdy na temat kłamstwa. Udało się to dzięki nowatorskiej metodzie, która polega na wciągnięciu mówiącego nieprawdę w zasadzkę.

W drodze do tych pierwszych sukcesów psycholodzy dowiedzieli się wiele na temat samego kłamcy, jego motywów i zaskakującego faktu, że jego oszustwa, upiększenia i wprowadzanie w błąd prawie zawsze osiągają swój cel. Okazuje się, że człowiek jest rzeczywiście stworzony do kłamstwa. Rzadko kiedy ma przy tym diabelskie zamysły, niezbyt często wymyśla też różne historie po to, by zniszczyć przeciwnika, czy też blefuje, by okraść lub poniżyć innych.

Większość ludzi ułatwia sobie po prostu życie stosując różne chwyty, jak najbardziej salonowe, a kryje się za tym zwykle strach przed karą lub utratą twarzy. Motywem może być też poczucie wstydu (”Nie, wczoraj wieczorem nic nie piłem, nie mam pojęcia, skąd to wgniecenie w samochodzie”). Kreatywni stajemy się również wtedy, gdy obawiamy się czyjejś krytyki (”Oczywiście, że ostrzegałem klienta przed możliwymi konsekwencjami”) lub dozujemy ostrożnie prawdę chcąc ratować przyjaźń lub swoje małżeństwo. Wymijających odpowiedzi wymaga też często zwykła uprzejmość.

Upiększanie faktów, wieloznaczne wypowiedzi czy uniki służą higienie psychicznej, bo zmiękczają i filtrują rzeczywistość. Tak jest w przypadku tzw. kłamstw prospołecznych, które Amerykanie określają jako “white lies”. (…)

Frapujące w człowieku-mistrzu kłamstwa jest to, że jego oszustwa bardzo trudno jest zdemaskować. (…) Ale jednocześnie – co równie interesujące – większość ludzi przecenia swój zmysł detektywistyczny i zdolność rozpoznania nieprawdy. To doprawdy szczyt samooszukiwania się!– W ciągu wielu lat przebadaliśmy około 15 tysięcy osób – opowiada Paul Ekman, jeden z czołowych amerykańskich badaczy kłamstwa. – Wszystkie uważały, że potrafią bezbłędnie wyczuć, gdy ktoś mija się z prawdą. (…)To samooszukiwanie się łatwo wytłumaczyć. – Pamiętamy kilka niezdarnych kłamstw, jakie rozpoznaliśmy – wyjaśnia psycholog Günter Köhnken z uniwersytetu w Kilonii. – O wszystkich innych, których ofiarą kiedyś padliśmy, nic przecież nie wiemy.

Dlaczego jednak niemal wszyscy ludzie tak kiepsko sprawdzają się w roli wykrywacza kłamstw? Ekman ma na to mocną odpowiedź. – Ponieważ wcale nie chcemy znać prawdy.

Obawa przed szczerą odpowiedzią dopada nawet najbardziej wytrzymałe osoby – twierdzi frankfurcka psycholożka i specjalistka od kłamstw Jeanette Schmid. – Gdyby była pani śmiertelnie chora, a rokowania wyglądałyby źle, chciałaby to pani wiedzieć? A potrafi pani w rzeczywiście uczciwy sposób podejść do krytycznych słów pod swoim adresem?

W latach siedemdziesiątych naukowcy zaczęli szukać zdradliwych sygnałów, jakiegoś odzwierciedlenia oszustwa w wyrazie twarzy, w gestykulacji lub mowie. Udali się na poszukiwanie śladów, jakie pozostawia kłamstwo. Ten, kto pozna owe znaki i będzie umiał je rozszyfrować – wierzono – odkryje teorię wszystkiego, a kłamstwo stanie się bezużyteczne.

Do owych tropicieli należał Günter Köhnken. – Nasza teza brzmiała: ten, kto wymyśla nieprawdziwą historię, musi bardziej wysilić swój mózg niż ktoś, kto opowiada coś, co rzeczywiście przeżył. Myśleliśmy, że kłamca zdradzi się przez częste “yyyh” i “hmm”, dłuższe pauzy między słowami, jąkanie się lub uboższy niż zwykle język – mówi ów psycholog sądowy. – Ale niczego takiego nie odkryliśmy.

Ktoś co prawda jąkał się podczas wypowiedzi, inny poruszał nerwowo nogą, ale całkiem pewnych dowodów kłamstwa nie znaleziono. Dopiero teraz wyszło na jaw, że niektórzy, na przykład amerykańscy menedżerowie, gdy mają coś do ukrycia, uciekają w określone słownictwo. Para ekonomistów z kalifornijskiego Uniwersytetu Stanforda przeanalizowała dziesiątki tysięcy telekonferencji. Wynik brzmiał: analitycy giełdowi i posiadacze akcji powinni nabrać podejrzeń, gdy szefowie koncernów zaczynają z zapałem opowiadać o najnowszych sukcesach swoich firm.

Kiedy na przykład Erin Callan, wówczas świeżo upieczony dyrektor finansowy Lehman Brothers, prezentował wyniki swego banku – kilka miesięcy przed jego upadkiem – niewspółmiernie często używał takich określeń jak “wspaniały” (14 razy), “silny” (24 razy) czy “nieprawdopodobny” (8 razy). Przy czym same liczby nie budziły już bynajmniej takiego entuzjazmu. Również wtedy, gdy menedżerowie mówią często “my” zamiast “ja”, wskazana jest wzmożona ostrożność. Podobnie jak przy frazie: “każdy przecież wie”.

Takie przykłady dotyczą jednak tylko określonej branży i języka i nie mogą być traktowane jak uniwersalny wykrywacz kłamstw. Günter Köhnken zaczął więc poszukiwać niewerbalnych sygnałów. Jeśli nieczyste sumienie nie zdradza się poprzez mowę, być może złe zamiary widać w ruchach rąk, które zaczynają drżeć? Albo w oczach, bo zwężają się wówczas źrenice? Tak oto kilkudziesięciu psychologów na całym świecie szukało owych zdradzieckich zachowań. Może kłamca unika kontaktu wzrokowego ze swoim rozmówcą? Albo pociera nos czy też robi się czerwony?

Do dzisiaj jednak naukowcom nie udało się odnaleźć owych szeptów podświadomości, które zdradzają oszusta. – Czy one w ogóle istnieją? – pyta Köhnken i w jego głosie słychać poirytowanie wywołane tą długą, w dużym stopniu bezowocną odyseją badawczą. – Według wiedzy na dzień dzisiejszy czegoś takiego po prostu nie ma!

To jest tak samo jak z mechanicznym wykrywaczem kłamstw. Potrafi on wykazać, że dana osoba jest zdenerwowana. Ale niesłusznie oskarżonemu tętno może przecież skoczyć tak samo jak kłamcy. Badania wykazały, że urządzenie to w 47 procentach przypadków wskazuje jako sprawców osoby niewinne.

Mimo to, jak wykazały inne studia, ludzie w 75 krajach wierzą, że oszust nieświadomie zdradza swoje zamiary. Pytani o wyraźne sygnały, wszyscy – Kolumbijczycy tak samo jak Czesi, Izraelczycy czy mieszkańcy Nepalu odpowiadali, że kłamcę rozpoznać można po tym, że odwraca on wzrok. To niestety potężne złudzenie tak sprytnego skądinąd człowieka.

Wyniki badań naukowych z trudem torują sobie drogę do prawdziwego życia. Choć nie budzą one żadnych kontrowersji wśród specjalistów, nie trafiły do tych, o których najbardziej tu chodzi: do specjalistów dziedzinie kryminalistyki. Ich praca polega na obnażaniu kłamstw, dlatego też psycholodzy sądowi prowadzą swoje badania głównie dla nich, zwalczanie przestępczości to najważniejszy cel i sens istnienia tej gałęzi wiedzy. Ale śledczy – skarży się Aldert Vrij, badacz kłamstw pracujący na Uniwersytecie w Portsmouth – często uważają, że prowadzone w laboratoriach eksperymenty mają niewiele wspólnego ze scenariuszami, jakie pisze prawdziwe życie.

Rzeczywiście, również profesjonaliści uważają, że kłamca zawsze się zdradzi. – Nawet doświadczeni specjaliści od przesłuchań przyjmują określone symptomy jako istotną wskazówkę – stwierdza renomowany kryminolog Christian Pfeiffer. I wylicza przykłady: czerwienienie się, niepewny wzrok, potliwość. (…)

– Obecnie wiemy już – mówi psycholożka sądowa Susanna Niehaus – że wiara w istnienie takich znaków pomaga często sprawcy wyjść z tarapatów.

Skoro bowiem policjanci podczas przesłuchania reagują na rozbiegane spojrzenia i drżące dłonie, wystarczy, że przestępca będzie patrzył śledczemu prosto w oczy i postara się nie sprawiać wrażenia zdenerwowanego. Wtedy mu uwierzą. Są już badania na ten temat, prowadzone wśród młodych ludzi. Okazuje się, że kiedy kłamią, świadomie unikają wysyłania właśnie takich sygnałów, które brane są powszechnie za dowód oszustwa. (…)

Psycholodzy badający wiarygodność zeznań zadają sobie również wiele pytań dotyczących świadków i rzekomych ofiar. Czy to możliwe, że kobieta, która twierdzi, że została zgwałcona, wymyśliła sobie całą tę historię? Jeśli ktoś bazuje wyłącznie na własnej fantazji, pewne cechy jego wypowiedzi zdradzą, że mówi nieprawdę. – Człowiek, który wymyślił sobie coś od początku do końca, jest jak ślepy rozprawiający o kolorach – wyjaśnia Günter Köhnken.

W opowiadaniu wyobrażonej sobie historii często brakuje szczegółów. Czy gwałcicielowi wypadła z kieszeni komórka, kiedy zdejmował spodnie? Czy włamywacz potknął się o wystający przewód? Wiarygodności dodają natomiast niecodzienne detale.

Ludzie, którzy nigdy nie przeżyli napadu czy gwałtu, mogą skonstruować przebieg takich zdarzeń jedynie na podstawie filmów, książek i własnej wyobraźni. Ozdabianie tego wieloma szczegółami jest dla nich nawet niebezpieczne – muszą je przecież zapamiętać i odpowiadając na wiele pytań, za każdym razem podać taki sam scenariusz.

Pomimo tych wskazówek na końcu nawet psycholodzy nie potrafią jednak ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, czy świadek mówił prawdę. Za pomocą ekspertyzy wiarygodności można w najlepszym przypadku ocenić, że dana osoba mogła kłamać.

Takie ekspertyzy pokazują, jak złożoną sprawą jest opisanie prostego przebiegu zdarzeń i jak łatwo świadkowie mogą zaplatać się w swoich zeznaniach. “Ten, kto wypowie kłamstwo – napisał XVIII-wieczny poeta Alexander Pope – nie zauważa, jak wielkie bierze na siebie zadanie. Teraz będzie zmuszony wynaleźć dwadzieścia nowych kłamstw, aby obronić to pierwsze”.

To właśnie postanowili wykorzystać obecnie badacze z Anglii i Szwecji w swojej nowej metodzie. Co byłoby, gdyby dodatkowo utrudnić kłamcy jego i tak ciężką pracę? Na przykład śledczy prosi podejrzanego, aby przedstawił mu przebieg zdarzeń w odwrotnej kolejności – od końca do początku. Wówczas jego mózg, zajęty już intensywnie konstrukcją kłamliwej historii, musiałby zacząć pracować jeszcze szybciej i nie starczyłoby mu już mocy na fałszowanie prawdy. Wcześniej czy później oszustwo wyszłoby na jaw.

Na sprawcę można też wywrzeć presję – dla fanów “Kryminalnych zagadek Las Vegas” czy podobnych seriali ten pomysł to nic nowego. Tyle razy widzieli już śledczych tak długo poddających świadków działaniu stresu, aż ci wyznawali w końcu prawdę i dobro mogło zwyciężyć.

Być może w prawdziwym życiu policjanci czy tajni agenci posługiwali się już intuicyjnie takimi metodami. Naukowcom chodzi jednak o coś więcej: chcą znaleźć uniwersalną zasadę, jak przechytrzyć kłamcę, utorować mu drogę do prawdy. Są jeszcze na samym początku, ale pierwsze próby wyglądają bardzo obiecująco.

W jednym z eksperymentów Aldert Vrij z Uniwersytetu w Portsmouth podzielił studentów na dwie grupy: “prawdomównych” i “kłamców”. Każdy z członków pierwszej grupy miał zagrać jedną rundę gry planszowej “Czwórki” z niejakim Samem. Co chwila pojawiała się jednak jakaś przeszkoda – dzwoniła komórka Sama, do sali ktoś wchodził, mówił coś, zaczynał ścierać tablicę. Na koniec pojawiał się rzekomy student, który twierdził, że właśnie ukradziono mu pieniądze, które leżały wcześniej na stole. Uczestnicy musieli wyjaśnić, że to nie oni popełnili kradzież.

“Kłamcy” natomiast nie brali udziału w grze. Zamiast tego polecono im zabrać ze stołu pieniądze. Potem, podczas przesłuchania mieli powiedzieć, że w tym czasie grali z Samem w “Czwórki” . Szczegóły tego sfabrykowanego alibi dostali na piśmie – podobne do rzeczywistych zdarzeń, w których uczestniczyli “prawdomówni”.

Każdy z ochotników wiedział, że jeśli zdoła przekonać przesłuchującego o swojej niewinności, dostanie 15 funtów. Zawarty był w tym ważny wniosek z badań nad oszustwami: ludzie zmotywowani kłamią znacznie lepiej.

Połowa członków każdej grupy musiała teraz opisać przebieg zdarzeń w odwrotnej kolejności. I kalkulacje Alderta Vrija w pełni się potwierdziły: 55 policjantów, którym pokazano nagranie wideo tego przesłuchania, potrafiło całkiem dobrze odgadnąć, kto kłamał – osoby te wymieniały mniej szczegółów i częściej plątały się w zeznaniach.

Wraz z Pär Anders Granhag z Uniwersytetu w Göteborgu Vrij przeprowadził kolejny eksperyment, mający na celu przechytrzenie najsprytniejszych. Podczas tej próby podejrzani – i tym razem studenci – musieli zmierzyć się z zaskakującymi pytaniami.

Normalnie ludzie, którzy popełniają wspólnie przestępstwo, umawiają się, że w razie wpadki, gdy będą przesłuchiwani oddzielnie, opowiedzą identyczną historię. Nie będzie to jednak takie proste, jeśli śledczy zaczną pytać o drugorzędne szczegóły. Na przykład: gdzie dokładnie stał stolik w restauracji, w której siedzieli rzekomo w czasie, gdy popełniono przestępstwo? W jakiej kolejności omawiali sprawy, o których gawędzili wtedy przy kolacji?

I tym razem ochotników podzielono na dwie grupy i “prawdomówni” rzeczywiście spędzili parami 45 minut w restauracji, podczas gdy “kłamcy” przywłaszczyli sobie pieniądze i wizyta w lokalu była jedynie wymyślona. Podczas oddzielnych przesłuchań uczestnikom zaczęto zadawać dziwne pytania. Polecono im nawet, by narysowali salę restauracyjną.

80 procent “kłamców” poległa na tym ostatnim zadaniu, zdradzili się jednak także przy opisywaniu szczegółów owego pomieszczenia oraz przebiegu zdarzeń. Psycholodzy byli zachwyceni uzyskanymi rezultatami. (…)

źródło: http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/nauka/czlowiek-jest-stworzony-do-klamstwa,3,4156648,kiosk-wiadomosc.html
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja