PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Mózg potrzebuje uczuć?

Amerykański pionier komputerowy David Gelernter opowiada o zwycięstwie “Watsona” – komputera IBM w telewizyjnym quizie, o szansach na stworzenie sztucznej świadomości oraz o wierze wizjonerów w życie wieczne na twardym dysku.

Der Spiegel: Mamy dla pana zagadkę. Amerykański dziennikarz Ambrose Bierce opisał to jako “przejściowe wariactwo, które zostaje uleczone przez małżeństwo“. Wie pan, o co chodzi?

Gelernter: Nie mam pojęcia.

D: O miłość.

G: Och, miłość.

Tak, a pytanie pochodzi z telewizyjnego quizu “Jeopardy”. Wyprodukowany przez IBM superkomputer “Watson” nie miał żadnego problemu z odpowiedzią. Maszyna wie chyba wobec tego, co to jest miłość, czyż nie?

Nie ma o tym najmniejszego pojęcia. Badania w dziedzinie sztucznej inteligencji jeszcze nie dotyczą uczuć. Problem zaś polega na tym, że ludzie myśląc, nie posługują się jedynie rozumem, do tego zdolny jest jedynie przyobleczony w ciało umysł. Uczucia, takie jak miłość, daleko przerastają możliwości “Watsona“.

Jak więc się to stało, że potrafił tak dobrze wypaść w teleturnieju?

Bo do tego niepotrzebne jest ciało. W żadną z rzeczy, jakie mówi się podczas takiego quizu, nie trzeba samemu wierzyć ani jej rozumieć. Jest on tak powierzchowny, że może w nim wygrać nawet maszyna, pozbawiona uczuć, zdolności postrzegania i własnego “ja”.

Przeciwnicy “Watsona“, mistrzowie tego teleturnieju – Ken Jennings i Brad Rutter mieli wrażenie, że walczą z człowiekiem. Jak to się dzieje, że w ogóle bierzemy pod uwagę ewentualność, iż “Watson” mógłby być równy nam?

Wydaje mi się, że nawet moja papuga Ike dorównuje mnie (śmieje się, wskazując na swoja arę). Ale mówiąc poważnie, wolałbym pogawędzić z “Watsonem” niż z niektórymi osobami na moim uniwersytecie. Nawet dziecko uczłowiecza swojego pluszowego misia, to bardzo silna ludzka potrzeba.

“Watson” zwyciężył w wielkich zawodach “Jeopardy”, bijąc na głowę swoich rywali. Czy może nas przynajmniej czegoś nauczyć o naszym umyśle?

Nie został skonstruowany po to, by studiować ludzki rozum. Wynalazcy z IBM nigdy też niczego takiego nie twierdzili. Ich strategia brzmiała: zapomnijcie o mózgu, zamiast tego pozwólcie nam stworzyć ze zwykłej mocy obliczeniowej coś, co będzie w stanie konkurować z człowiekiem. W rezultacie powstał wspaniały przykład technologii, który – inaczej niż inny produkt tego koncernu, komputer szachowy Deep Blue – będzie miał znaczące następstwa dla badań nad sztuczną inteligencją.

Pan jednak nie zdobyłby się na to, by nazwać “Watsona” inteligentnym?

Wszystko zależy od tego, jak powierzchownie definiuje pan inteligencję. W głębszym sensie wymaga ona istnienia “ja”, obdarzonego emocjami i mającego świadomość, że myśli. Nic takiego nie da się powiedzieć o “Watsonie”.

Załóżmy, że zamiast faktami nakarmimy go ogromem poezji. Wówczas będzie chyba w stanie w sposób kompetentny rozmawiać o uczuciach. Czy nie sprawi to, że stanie się bardziej podobny do nas?

Możliwe. Ale przepaść między zachowaniem ludzkim a ludzko-podobnym jest jednak ogromna. Napełnijmy go na przykład wierszami Johna Keatsa. Przeczyta: “Boli mnie serce, poraża senna drętwota” – i co, na litość Boską, będzie to dla niego znaczyć? Kiedy poeta pisze: “Boli mnie serce”, wypływa to z jego piersi, “Watson” zaś nie wie, co to ból, ani nie był nigdy odrętwiały. Nie zrozumie nic z poezji, choć w “Jeopardy” mógłby oczywiście wygrać w kategorii “brytyjscy poeci”. Również literaturoznawcy opierają się na całej masie danych, z jakimi komputer doskonale sobie radzi. Ale jest to i zawsze będzie wielkim oszustwem.

Co jest takiego szczególnego w ludzkim mózgu, że żadna maszyna nie potrafi go naśladować?

Nasz mózg ma diametralnie inną budowę niż komputer, w jego aktywności fundamentalne znaczenie mają fizyka i chemia. Mózg przewodzi sygnały między neuronami za pomocą wielu różnorodnych neuroprzekaźników. Składa się z komórek mających określone właściwości, zbudowanych z pewnych białek. To niezwykle skomplikowany kawałek biologii. Komputer natomiast jest urządzeniem czysto elektronicznym, składającym się z półprzewodników i innych rupieci. Mózgu nie można odtworzyć na komputerowym czipie, podobnie jak soku pomarańczowego – do tego potrzebna jest pomarańcza.

Powiedział pan kiedyś, że maszyna musiałaby śnić na jawie i mieć halucynacje, zanim będzie można mówić w jej przypadku o myśleniu. Poważnie pan tak myśli?

Absolutnie tak. Ludzie popadają od czasu do czasu w różne stany świadomości i nie da się zrozumieć mózgu, nie rozumiejąc owego spektrum. Są fazy, kiedy stajemy się nadzwyczaj czujni i skoncentrowani – wtedy możemy doskonale rozwiązywać analityczne problemy. Na drugim końcu tej skali, na przykład gdy czujemy się bardzo zmęczeni, nasze myśli dryfują w różnych kierunkach. W tym stanie nasz mózg funkcjonuje zupełnie inaczej. Zaczynamy mieć luźne skojarzenia. Niech pan weźmie choćby Rilkego – nagle przyszło mu do głowy, że lot nietoperza przypomina rysę na filiżance. Osobliwy, intensywny obraz. Nikt przed nim czegoś takiego nie powiedział. Z takich analogii powstaje poezja, ale również poznanie naukowe. Uczucia mają z tym bardzo wiele wspólnego. Dlaczego bowiem zwierzę w locie miałoby zostać połączone z pękniętym kawałkiem porcelany? Bo obu – przynajmniej dla Rilkego – towarzyszą podobne emocje.

Ludzie jednak potrafią myśleć, nie popadając przy tym od razu w poetycki nastrój.

To prawda. Na górnym końcu owego spektrum, gdzie myśli zostają poddane dyscyplinie logicznych zasad, takie analogie nie odgrywają żadnej roli. Tam stawia się hipotezy i pracuje nad nimi aż do wyciągnięcia własnych wniosków. Ten rodzaj inteligencji nie potrzebuje uczuć ani ciała, ale nie ma on również prawie żadnego znaczenia dla człowieka. Praktycznie nigdy nie myślimy w sposób czysto analityczny i logiczny. Aby być kreatywni i pomysłowi, potrzebujemy uczuć. W ów proces zaś zaangażowane jest intensywnie nasze ciało.

Dlaczego “Watson” nie miałby od czasu do czasu zabłysnąć interesującą wizją czy ideą? Nie wystarczyłoby mu ułożyć w nowy sposób fragmenty tekstów zgromadzonych w jego potężnej pamięci?

Sądzę, że dałoby się rzeczywiście zbudować kreatywną maszynę, być może nawet taką, która miewałaby halucynacje. Ale ona w niczym nie przypominałaby nas, byłaby jedynie złudzeniem, fasadą. Jest całkiem możliwe, że na przykład model “Watson 2050″ zwyciężyłby w konkursie poetyckim. Mógłby napisać wspaniały sonet, który uznalibyśmy za piękny i poruszający i który stałby się sławny na całym świecie. Ale czy oznaczałoby to, że komputer ma rozum i własne pomysły? Oczywiście nie. Bo w tej maszynie nikogo i nic nie ma.

W przypadku człowieka też nie wie pan, co tkwi w nim w środku.

Ale wiem, że to człowiek. A ponieważ jest nim także pan, zakładam, że jest pan inteligentny. Nie dlatego, że rozwiązał pan jakiś test, również nie z tego powodu, że zna pan rachunek różniczkowy czy łacinę. Może być pan nawet pogrążony w głębokim śnie, a mimo to gdy ktoś przyjdzie i zapyta mnie: czy on jest inteligentny?, odpowiem: oczywiście, to przecież człowiek. Jedyną inteligencją, jakiej każdy z nas doświadcza z pierwszej ręki, jest nasza własna. Zachowania widziane na zewnątrz nie mówią nic o tym, co dzieje się w nas. Możemy w sposób pewny przypisywać komuś inteligencję tylko wówczas, gdy widzimy istotę, która jest podobna do nas samych.

W Lozannie naukowcy pracują w tej chwili nad projektem “Blue Brain”, starają się przenieść całą biologię mózgu, w skali jeden do jednego, komórka po komórce, do superkomputera. Za około dziesięciu lat ludzki mozg ma zostać kompletnie odtworzony. Czy nie będzie to “istota podobna do nas samych”?

Możliwe, że uda im się stworzyć bardzo dokładny symulator mózgu. Za pomocą takiego modelu dałoby się doskonale przewidywać zachowania tego organu, aż po transmisję sygnałów. Ale w ten sposób nie stworzy się rozumu, podobnie jak prognoza pogody nie wywoła huraganu.

Spytajmy więc inaczej. Jeżeli udałoby się skonstruować maszynę, która w perfekcyjny sposób pozorowałaby posiadanie świadomości, nie byłoby wszystko jedno, czy rzeczywiście ma ona rozum?

To akurat już dzisiaj nie robi żadnej różnicy. W Iraku i Afganistanie pracują na przykład roboty do usuwania min. Żołnierze na froncie są tak przywiązani do swoich maszyn, że czują smutek, gdy zostają one zniszczone. A za pięćdziesiąt lat wszyscy samotni ludzie na świecie będą mieli znacznie lepsze roboty, stale przy nich obecne, pytające: “Jak się dziś czujesz? Wczoraj tak cię bolały plecy”. Czy osoby te obdarzą maszyny ludzkimi uczuciami? Z całą pewnością. Pytanie brzmi tylko: czy nie będzie im przeszkadzało, że są w pewien sposób oszukiwane? Z praktycznego punktu widzenia zapewne nie, z filozoficznego – chyba tak. Jeśli interesuje panów, co sprawia, że człowiek jest człowiekiem, robot nie odpowie wam na takie pytanie.

Wielu badaczy pracuje już nad tym, by wyposażyć roboty w lepsze ciała. Uzbrojone we wszelkiego rodzaju czujniki, maszyny będą mogły postrzegać i badać swoje otoczenie podobnie jak człowiek.

Ale fałszywe ciało w komputerze nadal nie będzie w stanie wydać prawdziwych uczuć. Jeżeli pan uderzy się w nogę, pana mózg zarejestruje ból. Gdy pomyśli pan o czymś pięknym, pańskie ciało, a wraz z nim także umysł poczują się lepiej. To sprzężenie zwrotne jest ważne dla ludzkiego działania. W ciele robota natomiast przestawiane są jedynie okienka binarne i manipuluje się elektrycznymi prądami. (…)

Niektórzy pańscy koledzy są jednak większymi optymistami. Amerykański badacz komputerowy Ray Kurzweil twierdzi, iż w którymś momencie w maszynie siłą rzeczy zrodzi się świadomość – choćby dlatego, że liczba tranzystorów w czipie tak gwałtownie rośnie. Już wkrótce pojemność obliczeniowa ludzkiego mózgu zostanie przekroczona czterokrotnie.

Skoro komputer nie potrafi stworzyć soku pomarańczowego, jak miałby poradzić sobie ze znacznie bardziej złożonymi zjawiskami? Nie da się za pomocą oprogramowania skonstruować świadomości, niezależnie od tego, jak bardzo będzie ono skomplikowane. Jeśli wsadzimy do komputera bardzo dużo elementów, to zdarzy się cud? Może, ale ja nie widzę żadnego powodu, aby w to wierzyć. Ludzie nie doceniają stopnia złożoności żywego organizmu. Przeceniają zaś filmy o sztucznej inteligencji, wszystkich tych terminatorów i rozumne komputery, jak słynny HAL w dziele Stanleya Kubricka “2001: Odyseja kosmiczna”.

Idee Kurzweila zyskały jednak ogromną popularność. Dlaczego?

W średniowieczu alchemicy próbowali wyprodukować złoto, w epoce cyfrowej przyszła kolej na mózg. Proszę mnie źle nie zrozumieć: ten kierunek badawczy jest ogromnie interesujący, tyle że mózgu stworzyć mu się nie uda.

W USA zwolennicy tak zwanego ruchu singularystów spodziewają jednak pochodu triumfalnego inteligentnych maszyn, które pewnego dnia staną się być może nawet częścią naszego ciała.

Mamy dziś więcej możliwości niż kiedykolwiek dotąd, by zniszczyć pojęcie bycia człowiekiem, zaprzeczając własnemu znaczeniu. Są ludzie, którzy mówią: “Zanim umrę, prześlę całą zawartość mojego mózgu na serwer, w ten sposób będę żyć wiecznie”. Nawet dziecko wie, że to nadzieje z gruntu fałszywe – ten, kto umarł, jest już martwy, niezależnie od faktu, czy pozostawił jedną czy milion kopii tego, co miał w swojej głowie. (…) Rozum to nie program, któremu jest wszystko jedno, na jakim sprzęcie komputerowym zostanie odtworzony.

(…) Co stałoby się, gdyby mózg jednego człowieka przeszczepiono innemu?

Umysł tego pierwszego byłby stracony na zawsze, ponieważ stanowił on część jego ciała i współreagował wraz z nim. Z medycznego punktu widzenia byłoby bardzo interesujące dowiedzieć się, czy mózg okazałby się narządem na tyle elastycznym, by dopasować się do nowego ciała.

Załóżmy, że nie urzeczywistnią się popularne wizje singularystów – jaką drogę obiorą wtedy badania nad sztuczną inteligencją?

Mam nadzieję, że filozofowie i specjaliści w dziedzinie kognitywistyki (nauka o działaniu ludzkiego umysłu) stworzą wspólnie dopracowaną teorię rozumu. Musimy pozbyć się tej śmiesznej obsesji na punkcie komputerów, która wyrządziła już ogromne szkody. Niezależnie od tego badania nad sztuczną inteligencją doprowadzą do powstania coraz bardziej wydajnych maszyn, które rozwiążą wiele naszych problemów i odpowiedzą na wiele pytań. Nikt nie będzie twierdził, że obdarzone są one rozumem, ale okażą się bardzo pożyteczne.

Czy nie kusiłoby pana mieć do pomocy własnego, sprawnie funkcjonującego asystenta, takiego jak “Watson”?

Naturalnie. To błyskotliwa, frapująca maszyna. Potrzebujemy jej umiejętności.

Wyobraźmy sobie, że jeden z następców “Watsona” skurczyłby się do rozmiarów ziarnka grochu i mógłby zostać wszczepiony bezpośrednio do ludzkiego mózgu. Czy nie byłoby czymś wspaniałym mieć do stałej dyspozycji całą jego wiedzę?

Byłoby jedynie urządzenie, które trzeba by było obsługiwać. Mogę już teraz sięgnąć do całej wiedzy, jaką ma “Watson”, wystarczy, że włączę swój laptop. Czy sprawi mi wielką różnicę, że odpowiedź na pytanie uzyskam nie po dziesięciu sekundach, ale już za dziesięć mikrosekund? Wszystko zależy od tego, w jaki sposób definiuję siebie jako istotę ludzką. Czy mógłbym wygrać w “Jeopardy”, gdybym miał bezpośredni dostęp do milionów niepowiązanych ze sobą faktów? Ależ tak. Czy dałoby mi to szczęście, satysfakcję, uczucie triumfu? W żadnym razie.

Zamieniłby pan swoją papugę na “Watsona”?

Nigdy (śmiech). Proszę tylko na nią spojrzeć! Ona ma twarz. I szeroki uśmiech pod swoim dziobem. Jest stworzeniem mającym uczucia i własne zainteresowania. No i należy do rodziny. Musiałby mi pan zaproponować za nią dużo więcej niż jedynie komputerowy program.

źródło: Philip Bethge, Der Spiegel, http://wiadomosci.onet.pl
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja