PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

O nietypowych zachowaniach seksualnych i kobiecym orgazmie

Wykładowca prestiżowej amerykańskiej uczelni zorganizował dla swoich studentów pokaz aktu seksualnego na żywo. Eksperyment wywołał falę krytyki, a w środowisku akademickim znów powróciła debata o tak hołubionej przez naukowców wolności akademickiej i jej granicach.

Z oświadczenia wydanego w środę, 2 marca, przez władze renomowanego Uniwersytetu Northwestern w stanie Illinois wynikało, że uczelnia wspiera poczynania wykładowcy psychologii, profesora J. Michaela Baileya, jednak w czwartek rano, gdy skandalem zainteresowały się amerykańskie media, rektor uniwersytetu Morton Schapiro zapowiedział wewnętrzne śledztwo. Schapiro oświadczył, że pokaz stosunku seksualnego z użyciem erotycznych zabawek, jaki odbył się w auli na terenie uniwersytetu “zmartwił go i rozczarował”. Rektor dodał, że eksperyment był nieodpowiedzialny i nie wpisuje się w misję akademicką uczelni.

Nieobowiązkowy pokaz, podczas którego naga kobieta pozwoliła partnerowi na penetrację z użyciem erotycznego gadżetu, obejrzało ponad 100 studentów. Po prezentacji odbyła się dyskusja o nietypowych zachowaniach seksualnych i kobiecym orgazmie.

“Poleciłem przeprowadzenie dokładnego śledztwa w sprawie tego incydentu oraz dokładne wyjaśnienie założeń i definicji właściwej pedagogiki, zarówno w odniesieniu do niedawnego zajścia, jak i z myślą o przyszłości – poinformował w swoim oświadczeniu Schapiro. – Wielu członków społeczności naszego uniwersytetu wyraziło zaniepokojenie tym, co wydarzyło się na terenie naszej placówki. Ja także nad tym ubolewam”.

Największą dyskusję budzi kwestia, czy bulwersującego pokazu można bronić powołując się na wieloletnią tradycję wolności akademickiej, która pozwala wykładowcom poruszać nawet najbardziej kontrowersyjne tematy – od poglądów religijnych, po zaprzeczanie Holokaustowi. Pojawia się pytanie, czy sporny eksperyment miał jakieś wartości edukacyjne.

W przygotowanym wcześniej oświadczeniu prof. Bailey przyznał, że długo wahał się, nim przystał na pomysł, by zaproszona na wykład para na oczach studentów dokonała aktu seksualnego. Wykładowca zdecydował się przeprowadzić eksperyment, gdy uświadomił sobie, że “nie potrafi znaleźć rozsądnego uzasadnienia, dlaczego studenci nie mieliby obejrzeć takiego eksperymentu poglądowego”.

W programie prowadzonego przez Baileya kursu o ludzkiej seksualności, który kończy się egzaminem, znalazła się informacja o tym, że zajęcia będą “dotyczyć niezwykłych aspektów ludzkiej seksualności i zmierzać ku kontrowersji”. Tymczasem zdaniem Lance’a Gravlee, który na Uniwersytecie Florydy prowadzi podobne zajęcia, profesor Bailey posunął się za daleko. – Chyba nietrudno zauważyć, że to ewidentne przekroczenie granicy – komentuje z oburzeniem Gravlee. – Nie wyobrażam sobie, jak można robić coś takiego w sali wykładowej. Wątpię, by zasada wolności akademickiej uzasadniała takie postępowanie. Gravlee zapewnia, że zanim wyraził swoją opinię, długo zastanawiał się nad tym, czy eksperyment mógł mieć jakąś wartość edukacyjną. Uczestnicy pokazu twierdzą, że próbowali obalić popularne błędne przekonania o kobiecym orgazmie. – Podczas moich wykładów poruszam podobne problemy. Dyskutujemy o mitach i błędnych wyobrażeniach na temat kobiecego orgazmu. Zapewniam, że można to robić bez przenoszenia tego do sali wykładowej – powiedział. – Trudno będzie mnie przekonać, że to odpowiedni sposób obalania fałszywych przekonań.

Pokaz nie zszokował 19-letniej Sary Lowe, studentki Uniwersytetu Northwestern, która uczestniczyła w fakultatywnym wykładzie. Jej zdaniem dobrze się stało, że zajęcia odbyły się w auli, a nie w jakiejś małej salce wykładowej, gdzie studenci znajdowaliby się zbyt blisko i atmosfera byłaby krępująca. Studentka przyznała jednak, że uczestników nie ostrzeżono wystarczająco wyraźnie o tym, co będzie się działo podczas zajęć. Ona sama zrozumiała co zobaczy dopiero gdy kobieta zaczęła się rozbierać.

– W sumie to chciałam się przekonać, o co chodzi – mówi Lowe. – Nikt się nie denerwował ani nie okazywał zniesmaczenia. Studenci pytali parę o ich życie. Eksperyment był bardzo pouczający, dowiedzieliśmy się czegoś o różnorodności seksualnej.

Wcześniejsze wykłady, dodała Lowe, dotyczyły zwierząt, ewolucji i godów, dopiero pod koniec semestru zaczęły się tematy związane z człowiekiem. Ostatnie wykłady koncentrowały się na zachowaniach seksualnych człowieka, “tych dobrych i tych złych”.

W tym semestrze na wykłady prof. Baileya zapisało się 567 studentów, warunkiem przyjęcia było zaliczenie wstępu do psychologii. Oprócz kursu, Bailey prowadzi dodatkowe wykłady dla zainteresowanych, takie jak ten z 21 lutego, w których uczestnictwo jest nieobowiązkowe. Uniwersytet zapewnia Baileyowi dodatkowe fundusze na pokrycie kosztów związanych z dodatkowymi zajęciami. Ken Melvoin-Berg, który gościnnie wygłosił wykład o nietypowych zachowaniach seksualnych i przyprowadził ze sobą parę gotową go zilustrować, przyznał, że spodziewał się honorarium w wysokości 300 – 500 dolarów. Para, która demonstrowała użycie seks-zabawki nie wzięła za to pieniędzy, poinformował Melvoin-Berg.

Prof. Deirdre McCloskey z Uniwersytetu Illinois w Chicago, która już wcześniej krytykowała Baileya, uważa, że kontrowersyjnemu wykładowcy bardziej zależy na szokowaniu słuchaczy, niż przekazywaniu wiedzy. – Jest gotów wykorzystać ludzi po to, by pokazać, jaki jest fajny – twierdzi transseksualna McCloskey, jedna z osób, które w 2003 roku oskarżyły Baileya o to, że w swojej książce “The Man Who Would Be Queen: The Science of Gender-Bending and Transsexualism”, opisał ich przypadki nie pytając o zgodę. Kontrowersyjna lektura znajduje się na liście pozycji obowiązkowych na wszystkich kursach Baileya.

Zdaniem Rachel Durchslag z Chicagowskiego Sojuszu Przeciwko Wykorzystywaniu Seksualnemu, pokaz mógł wywołać traumę u studentów, zwłaszcza tych, którzy doświadczyli przemocy seksualnej, lub byli molestowani. – Na szczęście studentów wcześniej ostrzegano o naturze tego wykładu – mówi Durchslag. – Warto jednak dokładnie zbadać, czy wartość zdobytej w ten sposób wiedzy jest większa od ewentualnej traumy, jaką u młodych ludzi może wywołać tak dosadny pokaz.

Definiowanie wolności akademickiej i jej granic zwykle pozostawia się pracownikom uczelni, przypomina Greg Scholtz, dyrektor Amerykańskiego Stowarzyszenia Wykładowców Uniwersyteckich. Zgodnie z definicją proponowaną przez jego organizację, wolność akademicka to wolność nauczania, prowadzenia badań, wypowiadania się o polityce instytucji, a także o szeroko pojętych problemach społecznych, ekonomicznych i politycznych. Scholtz odmówił komentarza na temat skandalu w Northwestern, ale dodał, że “jeśli pojawiają się wątpliwości co do tego, czy członek kadry naukowej nadaje się do pełnienia swoich obowiązków, powinni na nie odpowiedzieć jego akademiccy koledzy”. – Wolność akademicka nie chroni zachowań niezgodnych z etyką zawodową i braku kompetencji w nauczaniu – podkreśla Scholtz. –Problem w tym, kto ma stwierdzić, że mamy do czynienia z naruszeniem etyki zawodowej, czy brakiem kompetencji?

Zdaniem Lowe nie ma potrzeby, by uniwersytet wszczynał śledztwo. – Uważam, że im mniej będzie się tym mówiło, tym szybciej skandal pójdzie w zapomnienie. Sprawa nie jest warta dochodzenia.

Inna studentka, Natalie Houchins, potwierdza wartość edukacyjną eksperymentu. – Wszyscy się czegoś nauczyliśmy – twierdzi dziewczyna. – Dowiedzieliśmy się więcej o praktykach seksualnych z wykorzystaniem różnych urządzeń i poznaliśmy powody, dla których ludzie to robią.

źródło: Jodi S. Cohen , LA Times, http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/swiat
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja