PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

“Złoty środek” wychowawczy



Duńczyk Jesper Juul, europejski autorytet w dziedzinie wychowania radzi rodzicom, aby budowali z dziećmi partnerskie relacje i podchodzili do wychowania swoich pociech na większym luzie.

SZ: W burzliwej dyskusji poświęconej najlepszym metodom wychowawczym niestrudzenie apeluje pan do rodziców o większy spokój. Jednak zdaje pan sobie sprawę, że czasami dzieci potrafią nam zaleźć nieźle za skórę.

Jesper Juul: Jasne, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Najbardziej stresującym aspektem wychowania jest to, że dzieci wymagają od nas wzmożonej uwagi i ciągłego zainteresowania. Jednak wielu rodziców zupełnie niepotrzebnie wyolbrzymia skalę problemu.

Jak znaleźć “złoty środek” wychowawczy?

Nierzadko dorośli bombardują dzieci nadmierną uwagą, choć brakuje im czasu dla siebie lub współmałżonka. Takie zatracenie się w służbie dziecku nie wychodzi maluchom na dobre. Dzieci nie potrzebują nadmiernej uwagi rodziców, lecz partycypowania w ich codziennym życiu. (…) W przedszkolu uczą się bycia dzieckiem - śpiewają, tańczą. Natomiast nie wiedzą nic o świecie dorosłych. Efekty widać gołym okiem. Wielu młodym ludziom brakuje podstawowych kompetencji życiowych. Łatwo wpadają w depresję, bo nie wiedzą, jak uporać się z najprostszymi rozczarowaniami i porażkami.

Czy przedszkole nie jest odpowiednim miejscem do zbierania pierwszych doświadczeń życiowych? Przebywając w gronie rówieśników dzieci przeżywają wiele rozczarowań, frustracji i poznają smak rywalizacji.

Przedszkole rzeczywiście uczy frustracji, ale nie tego, jak z nią walczyć. To zadanie rodziców. Podobnie, jak wykształcenie kompetencji w sytuacjach stresowych. Proszę pamiętać, że współczesne dzieciaki żyją pod ciągłą presją. Zanim skończą 15 lat przebywają około 25 tys. godzin w różnych placówkach wychowawczo-oświatowych. To ciężka praca.

Ponieważ oznacza stawienie czoła wielu trudnym wyzwaniom?

Ponieważ dzieci i dorośli muszą zmierzyć się z sytuacjami, na które nie mają praktycznie żadnego wpływu. Pobyt w przedszkolu wyzwala wzmożoną aktywność i staje się źródłem wielu podniet. Niektóre dzieci są od nich wręcz uzależnione. Po odebraniu z przedszkola zasypują rodziców pytaniami o to, jak spędzą resztę dnia. Ważne, aby rodzice potrafili powiedzieć: “Teraz pobaw się trochę sam. Muszę ugotować obiad albo mieć pół godzinki tylko dla siebie”. W ten sposób przedszkolaki stopniowo poznają świat dorosłych. Proszę mi uwierzyć, że dzieciaki potrafią znieść znacznie więcej stresu niż dorośli, znacznie znacznie więcej…

… podobne wrażenie odnosi codziennie wiele młodych matek…

(Śmiech) Matki także powinny nauczyć się, jak sobie radzić ze stresem wychowawczym. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby poprosiły: “Miałam za sobą męczący dzień. Możesz mi pomóc?” (…) Wówczas dziecko uczy się, że i ono może być wsparciem dla rodziców. To cenne doświadczenie.

Niektórzy z rodziców uważają wychowanie za istny dopust Boży.

Dorosłych męczy nie tyle stres związany z wychowaniem, lecz dążenie do perfekcjonizmu. Wystarczy, że dziecko nie śpi przez trzy noce z rzędu, a matki już zamartwiają się jaki popełniły błąd. Rodziców najbardziej dręczy przeświadczenie, że ich obowiązkiem jest nieustanne wychowywanie dzieci. Tymczasem niekiedy warto wrzucić na luz i zwyczajnie cieszyć się z obcowania z dziećmi. Wówczas przekonamy się, jak wiele zależy od naszego zachowania. Określone postawy rodziców głęboko wpływają na rozwój dziecka. Tak naprawdę dzieci potrzebują jedynie naszej obecności i miłości.

Coraz częściej rodzice odnoszą wrażenie rozmowa z dziećmi przypomina rzucanie grochem o ścianę.

To, co większość dorosłych rozumie pod pojęciem wychowania nie odnosi zamierzonego efektu pedagogicznego. Zachowanie naszych pociech w wieku dwudziestu lat nie jest rezultatem wychowania, lecz współżycia w rodzinie. Rodzice dostarczają dzieciom dobrych i złych wzorców wychowawczych przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Każdy z nas pragnie świecić przykładem.

To idealistyczne wyobrażenie, bardzo trudne do spełnienia. Powinniśmy sobie wyraźnie powiedzieć, że jesteśmy wzorem godnym naśladowania, koniec i kropka. Nie musimy miotać się między poczuciem winy i obowiązku. Dzieci nie mają żadnego problemu z zaakceptowaniem naszych błędów, pod warunkiem, że przejmujemy za nie odpowiedzialność, otwarcie przyznajemy się do naszych słabości i dostrzegamy granice naszych możliwości wychowawczych. W przeciwnym razie wzbudzamy w dzieciach poczucie winy. Fakt, że staramy się być dobrymi rodzicami wynika z stąd, że wyciągnęliśmy wnioski z błędów popełnionych przez naszych rodziców. Przecież często zapewniamy: nie chcę być taki jak oni.

Niejednokrotnie pan powtarzał, że początkowo był okropnym ojcem. Dlaczego?

Byłem ciągle sfrustrowany. Na przykład nie wiedziałem, jak bawić się z synem i źle się czułem w roli dorosłego kompana do zabawy. Dopiero zawód terapeuty rodzinnego uświadomił mi, że mogę nauczyć się wszystkiego od syna. Pewnego razu zapytałem go: “Nie znam tej zabawy. Nauczysz mnie?” Nawet pani sobie nie wyobraża zadowolenia malującego się na jego twarzy.

Jasne, że był w siódmym niebie. Dzieci uwielbiają rządzić i komenderować dorosłymi.

I bardzo dobrze. W ten sposób rodzice i dzieci zaczynają ze sobą rozmawiać. Decydującym czynnikiem kształtującym relacje z moim synem nie było to, co zrobiłem dobrze albo źle, lecz to, że wchodziłem w rolę ojca u jego boku. Wspólny proces uczenia tworzy płaszczyznę do nawiązania bardzo dobrych relacji. Jeżeli przyjmuję rolę nauczyciela, a dziecko ucznia nie nawiązujemy żadnych relacji, a jedynie odgrywamy ściśle określone role. Nie chodzi o to, aby dzieci miały nad nami nieograniczoną władzę. Jednak powinniśmy traktować poważnie ich opinie bądź pragnienia! (…)

Jednym słowem należy szukać kontaktu, a nie tworzyć dystans.

Dokładnie. Dawniej rodzice karali dziecko, bo nie chciało iść do łóżka o rozsądnej porze. Proszę sobie wyobrazić następującą sytuację: facet słucha głośno muzyki, do pokoju wchodzi żona i krzyczy: “Ile razy powtarzałam, żebyś nie rozkręcał radia? Za karę nie obejrzysz dzisiaj wiadomości sportowych”.

Czy chce pan przez to powiedzieć, że między rodzicami a dzieckiem mają obowiązywać podobne relacje, jak między dorosłymi?

Podstawowe zasady współżycia są podobne. Chodzi o obecność, gotowość do dialogu i wzajemną akceptację.

Przecież rodzice są od podejmowania decyzji. Czy jedno i drugie nie wyklucza się wzajemnie?

Oczywiście, że nie. Dziecko potrzebuje opiekuńczego przewodnika, który nauczy je, jak samodzielnie radzić sobie z wyzwaniami życiowymi. Okazywania szacunku nie należy mylić z całkowitym równouprawnieniem. Dzieci potrzebują rodziców, którzy dokładnie wiedzą, czego oczekują od swojej latorośli. Procesu wychowania nie powinny kształtować sztywne konwencje, lecz granice osobiste. Rodzic ma całkowite prawo do tego, aby powiedzieć: “Nie poczytam ci teraz książki, bo chcę przejrzeć gazetę.” Albo: “Zrobiłam dzisiaj długi wywiad z pewnym duńskim terapeutą i jestem zmęczona”. W życiu nie zawsze jesteśmy szczęśliwi, ale zawsze powinniśmy być wobec siebie szczerzy.

A co pan sądzi o nagradzaniu zamiast karaniu?

Nagradzanie jest postmodernistyczną wersją kary. Proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy żona nagradzałaby męża za zachowania zgodnie z jej oczekiwaniami. W tym wypadku nie ma mowy o jakiejkolwiek bliskości, lecz o stosunkach szef-podwładny.

Amy Chua, autorka książki “Bojowa pieśń tygrysicy” odrzuca zachodni model wychowania bezstresowego i domaga się od rodziców ciągłego podnoszenia poprzeczki. Ona sama także była wobec swoich córek szczera aż do bólu i jasno mówiła, czego od nich oczekuje.

Autorytarny model wychowawczy sprawdza się dopóty, dopóki dzieci nie napotykają na swej drodze większych problemów. Początkowo spełniają oczekiwania rodziców, ponieważ dzieci nie pragną niczego innego, jak uszczęśliwić rodziców. Jeżeli córki autorki książki dotknie kiedyś trudne wydarzenie losowe nie będą wiedziały, jak stawić mu czoła i mogą się załamać. Przecież pragniemy, aby nasze dzieci wyrosły na ludzi o zdrowym kręgosłupie psycho-społecznym. W tym sensie metody wychowawcze Amy Chua nie są skuteczne.

Ale z dziećmi trzeba rozmawiać?

Rozmawiać i być szczerym. W pierwszych dziesięciu latach życia dziecka trzeba nawiązać z nim trwałe relacje, aby w przyszłości nie wpadło w uzależnienie od narkotyków lub mediów elektronicznych. W wieku dwunastu lat jest już za późno na nadrabianie zaległości wychowawczych. Praktycznie rodzice niewiele mogą wskórać, jeżeli nastolatek w wieku dojrzewania bierze narkotyki albo godzinami siedzi przed telewizorem. Jeżeli jednak nasze relacje opierają się na wzajemnym szacunku i mamy z dziećmi wspólny język, wówczas możemy porozmawiać o tym, co nas niepokoi.

Trudno rozmawiać z upartym trzylatkiem.

U dziecka etap narodzin samoświadomości, a co za tym idzie autonomii wiąże się z pędem do demonstrowania własnej woli. Ciągłe mówienie “nie” oznacza chęć uniezależnienia się. Czy to nie jest cudowne? Nie ma problemu, jeżeli podchodzimy do tego w ten właśnie sposób. Jeżeli jednak traktujemy zachowanie dziecka zbyt osobiście, zaczynają się kłopoty.

Czasami rodzice muszą przeforsować swoje cele, na przykład punktualne wyjście do pracy.

Naturalnie dzieciom nie zawsze to odpowiada, a u rodziców rodzi się frustracja. Zresztą w świecie dorosłych jest podobnie. Nie znam męża, który choć raz nie musiał czekać na żonę te cholerne dwadzieścia minut. Człowiek sfrustrowany ma całkowite prawo, aby powiedzieć: “Posłuchaj, nie podoba mi się twoje zachowanie”.

Myśli pan, że to wystarczy?

Mój brat jest przekonywującym dowodem skuteczności powyższych metod wychowawczych. Po przyjściu na świat drugiego dziecka starszy syn był piekielnie zazdrosny o nowego członka rodziny. Pewnego dnia bratu wpadły w ręce moje książki. Początkowo był sceptyczny i twierdził, że moje rady nie sprawdzą się w praktyce, ale później przyznał mi rację. Opowiedział mi, jak pewnego dnia ze łzami w oczach oznajmił starszemu synowi: “Twoje zachowanie bardzo mnie boli“. Od tamtej pory starszy syn ani razu nie uderzył młodszego brata. Być szczerym i autentycznym - oto rozwiązanie problemu.

Zatem, jeżeli chcę, aby dziecko ubrało się w ciągu pięciu minut, muszę go najpierw poprosić, a potem konsekwentnie egzekwować polecenie?

Dokładnie. Dziecko powinno zmieścić się w wyznaczonym czasie bez ciosania mu kołków na głowie. Jeżeli dziecko ma możliwość powiedzenia “nie”, to raczej nie powie “tak”. Możemy co najwyżej wymusić na maluchu bezwzględne posłuszeństwo. W ten sposób szkolimy rekrutów w wojsku, ale nie wychowujemy dzieci. To niezwykle ważne, aby rodzice rozmawiali z dziećmi o własnym zachowaniu. (…)

Czego nie wolno nam mówić?

Jesteś nieznośny - to przykład jednego z klasycznych zdań o negatywnym wydźwięku. Pamiętajmy, że dzieci są otwarte i bardzo łatwo je zranić. Dlaczego odczuwamy strach? Ponieważ nasi rodzice ciągle nas ranili.

Zatem możemy płakać, krzyczeć i złościć się?

Tak, wolno nam robić wszystko, byle dziecka nie obrażać i nie tłamsić jego osobowości. Neoromantycy uważają, że nadmiar uczuć jest szkodliwy. Moim zdaniem oziębłość emocjonalna wyrządza dziecku znacznie większe szkody.

źródło: Christina Berndt, Süddeutsche Zeitung, http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/nauka
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja