PoradnikPR.info

PoradnikPR.info

Poradnik pedagogiczno - resocjalizacyjny

 
 
 
 

Czy ojcowie mają jakieś prawa?

Kiedy napisałam artykuł o sytuacji ojców siłą odseparowanych od swoich dzieci przez “rodzinny” system sądowy, nie miałam pojęcia, jak czułego miejsca dotknęłam.

Napłynęły do mnie – i wciąż napływają – setki płynących z głębi serca listów od rozwiedzionych lub żyjących w separacji z byłą partnerką mężczyzn z całego kraju, desperacko pragnących utrzymać kontakt z własnymi dziećmi, ale traktowanych jak kryminaliści w oparciu o bardzo wątłe lub żadne dowody.

Oczywiście niektórzy ojcowie ze względu na swoją brutalność lub psychiczną agresję zasługują na ostracyzm. Jednak obecne domyślne ustawienie naszego systemu sądowego sprawia, że jest on całkowicie matko-centryczny. We wszystkich kwestiach.

W to, co mówi kobieta, wierzy się nie poddając jej słów w wątpliwość. Słowa ojca są ignorowane albo traktowane z podejrzliwością. W efekcie mężczyźni, którzy nie zrobili nic złego, spędzają lata (i wydają fortunę na prawników) walcząc o prawo do widywania dzieci, które kochają. To nie w porządku zwłaszcza w sytuacji, kiedy krytykujemy ojców nieobecnych w życiu dzieci z własnej woli, winiąc ich w dużej mierze za rozpad tkanki społecznej.

Jedno wyklucza drugie, dlatego system warto zmienić, trzeba zwalczać obecną mentalność prowadzącą do podziałów i przyjąć rolę mediatora. W tym duchu pragniemy rozpocząć dyskusję przedstawiając historie zaledwie kilku z tysięcy mężczyzn pragnących być dobrymi ojcami, którym to – ku ich głębokiej rozpaczy – uniemożliwiono.

Zostałyśmy zasypane listami i e-mailami od zrozpaczonych ojców walczących o prawo do widywania dzieci. Tamy puściły, kiedy Jane Moore napisała artykuł o przyjacielu, któremu po trudnym rozstaniu z partnerką sąd zabronił kontaktu z pociechami. W zeszłym miesiącu Jane nagłośniła też przypadek Idi Atiba (lat 31), który popełnił samobójstwo po batalii sądowej o prawo do opieki.

Moore uznała, że system jest stronniczy, gdyż dyskryminuje ojców w kwestii wyrażania zgody na kontakty z dziećmi. Trzech mężczyzn opowiedziało nam swoje historie. Przytaczamy też fragmenty z pełnych rozpaczy listów, jakie otrzymała Jane. Z przyczyn prawnych wszystkie imiona bohaterów zmieniono.

Sean

W Boże Narodzenie Sean odebrał rozdzierający serce telefon od pięcioletniej córeczki. – Nie widziałem jej od lutego, a ona zapytała: “Tatusiu, nie widziałam cię całe wieki. Kiedy znowu cię zobaczę?”. Potem dostałem SMS od eks, że córka zanudzała ją cały dzień, więc zgodziła się, żebym przyszedł w odwiedziny – opowiada. – Byłem taki podekscytowany. Ale na dzień przed, moja była odwołała spotkanie.

Cztery lata temu partnerka Seana zostawiła go dla innego mężczyzny. Teraz robi wszystko, by nie było dla niego miejsca w życiu córki. – Kiedy się rozstawaliśmy, powiedziała mi: “Od teraz nie możesz jej widywać”. Toczymy nieprzerwaną batalię sądową. Ona otrzymuje darmową pomoc prawną, ja muszę wydawać 12 – 15 tysięcy funtów rocznie – relacjonuje Sean (lat 37).

– Zdobyłem nakaz sądowy dający mi prawo do spotkań, ale ona go ignoruje. Wielokrotnie byliśmy w Cafcass, która to instytucja rzekomo pełni funkcje mediacyjne, ale w praktyce jej personel okazał się bezużyteczny.

Moja była nie przychodzi na umówione w Cafcass spotkania, zrywa kontakt kiedy jej się podoba. Za każdym razem byłem zmuszony iść do sądu, żeby ten kontakt odnowić. Oskarżyła mnie też o znęcanie się fizyczne i psychiczne. Udowodniono, że to kłamstwa, ale wszystko to opóźnia moje spotkanie z córką.

Na początku zeszłego roku moja eks znowu zerwała kontakty, mówiąc mi: “Byłeś tylko dawcą spermy”. W lutym zeszłego roku, po kolejnej rozprawie twierdziła, że wygłaszałem pod jej adresem groźby karalne. Powiedziała opiece społecznej, że incydent nagrały kamery przemysłowe, złożyła skargę na policji. Udowodniono, że kłamała, ale i tak od tamtego czasu nie widziałem córki.

Kiedy w styczniu odwołała umówione spotkanie, napisałem jej SMS o treści: “Świetna robota, w takim razie widzimy się w sądzie”. Najwyraźniej opieka społeczna uznała to za zastraszanie. Ale ja się nie poddam. Chcę być częścią życia córki – uwielbiam ją.

Harry

Dwaj synowie Harry’ego musieli spędzić parę lat na ciągłych ucieczkach – tylko dlatego, że chcieli mieszkać z ojcem. W 2005 roku jeden z chłopców nakrył w domu mamę z kochankiem. Kilka dni później kobieta wyprowadziła się zabierając ze sobą 4-letnią córkę. Chłopcy, mający wówczas 12 i 10 lat zostali z Harrym, a z matką nie chcieli nawet rozmawiać.

– To był całkowicie ich wybór, ale opieka społeczna twierdziła, że zatruwam ich umysły i nastawiam przeciwko matce. Pracownicy socjalni zaangażowali się w sprawę po anonimowym telefonie oskarżającym mnie, że znęcam się nad synami – wspomina Harry (lat 50). – Po kontroli przyznali, że nie znęcam się nad nimi fizycznie, ale muszę znęcać się nad nimi psychicznie, skoro nastawiam ich przeciwko matce. To nie była prawda, ale i tak umieszczono ich w rodzinie zastępczej.

Uciekali stamtąd niezliczoną ilość razy, by być ze mną. Za każdym razem zjawiała się policja, żeby ich odebrać i z powrotem tam umieścić. Zakuwano mnie w kajdanki, a chłopców wyciągano z domu siłą, prosto do policyjnej furgonetki. Powiedziano mi, że jeśli spotkam ich na ulicy, nie wolno mi się do nich odezwać. Chłopcy wciąż uciekali, chowali się w domach kolegów, widywali mnie potajemnie.

Walcząc o synów Harry próbował także odzyskać kontakt z córką. – Ma teraz 10 lat. Rozmawiam z nią przez telefon, ale to wszystko. Chłopcom też nie wolno się z nią spotykać. Opieka społeczna kazała mi zniszczyć jej pokój, bo powiedzieli, że zrobiłem z niego “świątynię”.

W 2009 roku Harry’emu pozwolono zamieszkać z synami. – Moja prawniczka powiedziała mi, że jestem ofiarą apartheidu płci, że nigdy by do tego wszystkiego nie doszło, gdybym był matką, a nie ojcem – dodaje mężczyzna.

Neil

Neil dowiedział się, że zostanie ojcem, po jednorazowej przygodzie. – Najpierw przyszedł szok, ale potem ekscytacja. Byłem przy narodzinach syna i od razu go pokochałem – opowiada. – Widywałem go codziennie, ale moja eks zmusiła mnie, bym ograniczył to do dwóch razy w tygodniu, po kilka godzin. Trudno jest nie oglądać codziennie swojego nowo narodzonego syna. Potem oznajmiła mi, że w ogóle nie mogę go widywać bez nakazu sądu. Byłem zdruzgotany.

Neil był zmuszony szukać porady prawnika, który zasugerował, żeby obydwoje udali się do Cafcass na mediację. – Była powiedziała im, że nie ufa moim umiejętnościom rodzicielskim. Kiedy poszliśmy do sądu rodzinnego, nakazano mi wziąć udział w lekcjach rodzicielstwa, w cenie 65 funtów za godzinę. Musiałem zabierać tam syna i zmieniać mu pieluchy, podczas gdy jacyś obcy ludzie robili notatki.

Po tych doświadczeniach zezwolono mi widywać syna w centrum kontaktów. Nienawidziłem tego miejsca, było brudne i głośne. Uważałem, że to nieodpowiednie otoczenie dla dziecka. Wysłałem jego matce kilka SMS-ów, błagając ją, by pozwolił mi widywać go częściej, na co ona poskarżyła się policji, że ją prześladuję. Postawiono mi zarzuty, dostałem ostrzeżenie. Potem pozwolono mi widywać syna jeden pełny dzień w tygodniu w moim własnym domu, dopóki eks nie poskarżyła się opiece społecznej, że po powrocie chłopiec “nie jest sobą”. I chociaż miałem wielu świadków potwierdzających, jak szczęśliwy jest ze mną nasz syn, skierowano mnie na przymusową ocenę psychologiczną w Cafcass. Nakazano mi też udział w programie “Sprawcy Przemocy Domowej”, chociaż nigdy w życiu nie byłem agresywny w stosunku do kogokolwiek.

Odmówiłem, więc kontakty z synem się urwały. Nie widziałem go od ponad roku, ale wciąż płacę na niego 82 funty tygodniowo. Moja była myślała chyba, że jeśli maksymalnie mi to utrudni, to się wycofam. Ale się przeliczyła

A oto słowa innych zdesperowanych ojców…

“Kiedy odmówiono mi prawa do widywania moich dwóch córek, próbowałem popełnić samobójstwo. Po rozstaniu z matką dziecka ojciec nadaje się już tylko do płacenia alimentów. Nie potrzeba miłości, tylko pieniędzy”.

“Moja czteroletnia córeczka powiedziała, że mama ją bije. Kiedy zgłosiłem to opiece społecznej, zlekceważyli moje słowa. Potem moja była zmusiła córkę, żeby ta przyznała się do kłamstwa. Teraz zabrania jej mnie widywać. To mnie wykańcza”.

“Od roku nie widziałem syna, bo jego matka powtórnie wyszła za mąż i wyprowadziła się. Nie powiedziała mi gdzie. Jestem 100-kilowym facetem, ale zbyt zrozpaczonym, żeby z kimś porozmawiać. Załamuję się”.

“Widziałem, jak mój syn przechodzi przez takie piekło przez 18 miesięcy. Teraz jego córeczka mieszka 125 mil od nas. Wolno mu ją widywać przez siedem godzin co dwa tygodnie. Na jego widok jej oczy błyszczą z radości”.

“Dziękuję ci Jane za pisanie o ojcach. Stawałem przed sądem 48 razy próbując zyskać dostęp do własnego syna. Jestem byłym żołnierzem, chorowałem na raka, a traktuje się mnie gorzej niż gwałciciela”.

“Po weekendzie próbowałem odwieźć dzieci do ich matki, ale nie było jej w domu, więc zawiozłem je z powrotem do mnie, wykąpałem i położyłem spać. Oskarżono mnie o porwanie”.

“Eksperci mówią, że wyrok sądu »brak kontaktów« równa się utracie dziecka. Zgadza się. A wiedząc, jak działa Cafcass, to prawie jak morderstwo. Dobrze wiedzieć Jane, że komuś na nas zależy”.

To naprawdę zadziwiające jak odmawia się prawa do opieki nad własnymi dziećmi ojcom. Dlaczego tak się dzieje? Jak myślicie dlaczego ojcom tak trudno?

źródło: Jane Moore, Antonella Lazzeri, The Sun
Powiadom znajomego
  1. (wymagane)
  2. (prawidłowy adres email wymagany)
  3. (wymagane)
  4. (prawidłowy adres email wymagany)
 

cforms contact form by delicious:days

Powiązane Artykuły:

Zostaw swój komentarz

You must be logged in to post a comment.

Kategorie

Chmurka Tagów

Publikuj już dziś!

Publikuj swój artykuł a otrzymasz ZAŚWIADCZENIE!
*Przeczytaj więcej»
*Publikuj»

Administracja